„Suwerenność cyfrowa to zdolność państwa do samodzielnego i autonomicznego kształtowania swojego działania i rozwoju w domenie cyfrowej” – wyjaśnia.
Chodzi nie tylko o to, jakie technologie kupujemy, ale też o to, w jaki sposób z nich korzystamy i kto faktycznie kontroluje ich działanie. W praktyce oznacza to wpływ na sprzęt, oprogramowanie, usługi chmurowe, modele sztucznej inteligencji i całe ekosystemy danych.

Klekowski proponuje prostą analogię:
„Jeśli kupujemy samochód albo samolot, chcemy wiedzieć, na jakim paliwie działa, gdzie go serwisować i kto może zakłócić jego funkcjonowanie. Z infrastrukturą cyfrową jest dokładnie tak samo.”

Suwerenność na szczycie drabiny państwa

Gdy spojrzeć na suwerenność cyfrową w szerszym kontekście funkcjonowania państwa, szybko okazuje się, że ma ona znaczenie fundamentalne. Nawet demokratycznie wybrany rząd, sprawna armia czy rozbudowany aparat administracyjny nie wystarczą, jeśli zabraknie cyfrowej kontroli.

„Bez cyfrowego zarządzania państwo oczywiście może funkcjonować, ale będzie to karkołomne i cofające nas o 50 lat” – zauważa Klekowski.
Dziś administracja publiczna, edukacja, ochrona zdrowia, a także systemy militarne są w ogromnym stopniu oparte na technologiach cyfrowych. Utrata kontroli nad nimi oznacza realną utratę zdolności działania.

Trzy filary suwerenności cyfrowej

Pierwszym wymiarem suwerenności cyfrowej jest ochrona danych, obywateli i procesów demokratycznych. Dotyczy to m.in. walki z dezinformacją, wpływu platform cyfrowych na dzieci oraz prawa państwa do regulowania tych obszarów zgodnie z własnymi wartościami.

„My definiujemy te zasady w oparciu o nasze wartości i powinniśmy mieć pełne prawo do ich kształtowania” – podkreśla autor raportu.
Drugim filarem jest bezpieczeństwo ekonomiczne. Państwo nie powinno być podatne na szantaż gospodarczy ani na narzucanie mu warunków przez zewnętrzne podmioty.

„Decyzje o tym, jakie podatki są wprowadzane, są absolutną domeną państwa” – zaznacza Klekowski.
„Firmy muszą wiedzieć, ile płacą za technologię i czy w każdej chwili mogą zmienić dostawcę.”

Trzeci wymiar dotyczy ciągłości działania infrastruktury państwowej i militarnej. Chodzi o pewność, że kluczowe systemy będą funkcjonować niezależnie od globalnych kryzysów.
„Chcemy mieć absolutnie pełną autonomię w decydowaniu, czy i w jaki sposób wykorzystujemy infrastrukturę militarną” – mówi Klekowski.

100 procent niezależności nie istnieje

Pełna suwerenność cyfrowa pozostaje dziś poza zasięgiem jakiegokolwiek państwa. Dotyczy to również Stanów Zjednoczonych i Chin, choć oba te kraje są w najlepszej sytuacji.

„Żaden kraj nie jest dziś w stanie być w 100 procentach suwerenny cyfrowo” – przyznaje Klekowski.
„Nawet Stany Zjednoczone nie stawiają sobie takiego celu, bo byłoby to skrajnie drogie.”

W obszarze półprzewodników Amerykanie mówią raczej o zabezpieczeniu minimalnych zdolności niezbędnych do funkcjonowania państwa. Pełna niezależność oznaczałaby gigantyczne koszty.

Europa: tylko razem albo wcale

W Europie problem jest jeszcze bardziej złożony. Żadne państwo członkowskie UE nie jest w stanie samodzielnie udźwignąć kosztów budowy suwerenności cyfrowej.

„Nie można mieć estońskiej, maltańskiej, niemieckiej i polskiej suwerenności cyfrowej osobno” – podkreśla Klekowski.
„Można mieć tylko łączną suwerenność cyfrową w ramach Unii Europejskiej.”

Najlepszym przykładem są półprzewodniki. Osiągnięcie nawet częściowej niezależności w tym obszarze wymagałoby setek miliardów euro, tysięcy wysoko wykwalifikowanych inżynierów i projektów realizowanych przez 10–15 lat.

„Żaden pojedynczy kraj nie jest w stanie tego zrobić sam” – dodaje.
Rozwiązaniem jest specjalizacja i współpraca. Jedne państwa rozwijają określone kompetencje, inne korzystają z ich efektów, zachowując wpływ na strategiczne decyzje.

Od czego zacząć w Polsce

Pierwszym krokiem powinna być budowa świadomości cyfrowej – nie tylko wśród specjalistów IT, ale także wśród polityków i liderów gospodarczych.
„Do kryteriów: jak to działa i ile kosztuje, dołożyliśmy cyberbezpieczeństwo. Dziś musimy dodać kolejne: suwerenność cyfrową” – mówi Klekowski.

Oznacza to dodatkowe koszty, ale są one ceną bezpieczeństwa. Zwłaszcza w świecie narastających napięć geopolitycznych, wojen handlowych i szantażu surowcowego.
„My w tej chwili nie mamy możliwości nie zająć się tym obszarem” – podkreśla autor raportu.

Cyfrowy agregat bezpieczeństwa

Suwerenność cyfrowa nie ma oznaczać zerwania współpracy z USA czy globalnymi firmami technologicznymi. Ma być zabezpieczeniem.
„Powinniśmy myśleć o niej jak o agregacie prądotwórczym – na wypadek zupełnie nieprzewidzianych sytuacji” – tłumaczy Klekowski.

Aby to osiągnąć, potrzebna jest współpraca polityków, ekspertów technologicznych i biznesu oraz elastyczne zarządzanie strategią, która będzie dostosowywana do zmieniających się realiów.
„Nie da się tego zbudować, planując przez pięć lat dokument idealny co do jednego miesiąca” – podsumowuje.

Świadomość problemu w Polsce i Europie rośnie. Teraz kluczowe jest jedno: przejść od rozmów do działania, zanim decyzje zapadną poza nami.