To drugi przypadek w tym miesiącu, gdy działania służb imigracyjnych zakończyły się śmiercią niewinnego cywila. Nagrania z sobotniego incydentu w Minneapolis pokazują, jak Pretti, 37-letni pielęgniarz z intensywnej terapii, próbuje pomóc wstać kobiecie przewróconej przez funkcjonariuszy migracyjnych. Agenci otaczają mężczyznę, jeden z nich wyjmuje broń znajdującą się w tylnej kieszeni mężczyzny, po czym słychać kilka strzałów. Materiały te podważają pierwotną wersję administracji, według której funkcjonariusze mieli działać w obronie własnej. Z nagrań wynika, że broń została mu odebrana jeszcze przed oddaniem strzałów. Policja potwierdziła później, że była ona nabyta legalnie.
Presja płynie od Demokratów i Republikanów
Zdarzenie wywołało protesty w dziesiątkach miast oraz wezwania do ograniczenia uprawnień federalnych służb migracyjnych i wzmocnienia nad nimi nadzoru. Gubernator Minnesoty Tim Walz określił moment „punktem zwrotnym”, a były prezydent Barack Obama „dzwonkiem alarmowym” dla USA. Część Demokratów zapowiedziała, że w geście sprzeciwu może zablokować szykowany pakiet budżetowy.
Rosnąca krytyka nie ogranicza się do opozycji. Republikańska senatorka z Alaski Lisa Murkowski oświadczyła w niedzielę, że strzelanina rodzi „poważne pytania dotyczące adekwatności szkoleń funkcjonariuszy imigracyjnych oraz instrukcji, jakie otrzymują podczas wykonywania swoich obowiązków”. Głośnym echem odbiła się też decyzja Chrisa Madela, republikańskiego kandydata na gubernatora Minnesoty, który wycofał się z wyścigu, tłumacząc to oburzeniem wobec polityki imigracyjnej administracji Trumpa w Minneapolis. „Ludzie żyją w strachu i to musi się skończyć” – powiedział.
Trump reorganizuje służby migracyjne USA
Administracja Trumpa próbuje przerzucić odpowiedzialność za tragedie na rządzone przez demokratów miasta, zarzucając im odmawianie współpracy z federalnymi służbami. Jednocześnie Trump stwierdził, że „nie lubi strzelanin” i że jego administracja „sprawdzi wszystko” po wydarzeniach w Minneapolis. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt nazwała śmierć pielęgniarza „tragedią”. Demokratyczny burmistrz Minneapolis Jacob Frey poinformował zaś po poniedziałkowej rozmowie telefonicznej z Trumpem, że prezydent „zgodził się co do tego, że obecna sytuacja nie może tak trwać” i że część funkcjonariuszy opuści we wtorek Minneapolis.
Trump zapowiedział wysłanie do Minnesoty Toma Homana, dotychczasowego „cara od granicy”, który przejmie nadzór nad działaniami federalnych agentów, zastępując Gregory’ego Bovino, jednego z najbardziej zagorzałych zwolenników masowych deportacji. W tle pojawiają się także spekulacje o osłabieniu pozycji sekretarz bezpieczeństwa krajowego Kristi Noem, dotychczasowej twarzy twardej polityki Trumpa wobec imigracji.
Większość Amerykanów uważa, że działania ICE idą za daleko
Zmiany te następują w momencie wyraźnego oporu społecznego wobec metod stosowanych przez federalne służby migracyjne. Według sondażu „New York Times” i Siena College, przeprowadzonego jeszcze przed śmiercią Prettiego, 61 proc. Amerykanów i 71 proc. wyborców niezależnych uważa, że ICE, federalna instytucja odpowiedzialna za realizację programu masowych deportacji, idzie „za daleko”. Badanie YouGov z niedzieli wykazało zaś, że jedynie 20 proc. ankietowanych uznało zastrzelenie Prettiego za uzasadnione.
Wśród republikanów pojawiają się głosy, że należy deeskalować sytuację, bo rosnący sprzeciw elektoratu może utrudnić im utrzymanie większości w Kongresie po listopadowych wyborach połówkowych. Jednak Biały Dom odrzuca krytykę i wezwania do zmiany polityki migracyjnej. Leavitt określiła je jako „histerię”. ©℗