Analiza dostępnych danych pokazuje, że nawet ograniczona operacja USA byłaby przedsięwzięciem kosztownym, długotrwałym i obarczonym poważnymi konsekwencjami militarnymi oraz politycznymi.
Groźba interwencji USA wobec Iranu i kontekst protestów
Zapowiedzi ze strony Waszyngtonu pojawiły się na tle nasilających się protestów w Iranie i brutalnych działań aparatu bezpieczeństwa. Administracja Donald Trump sygnalizuje, że dalsza eskalacja represji może spotkać się z odpowiedzią militarną. Jednocześnie Biały Dom ma świadomość, że Iran – mimo osłabienia – pozostaje państwem o znacznym potencjale odstraszania, zdolnym do uderzeń asymetrycznych w regionie Zatoki Perskiej.
Izraelski atak z czerwca 2025 roku i załamanie obrony przeciwlotniczej
Czerwcowa operacja Izrael obnażyła skalę problemów irańskiej obrony powietrznej. W pierwszej fazie nalotów zniszczono znaczną liczbę baterii przeciwlotniczych – według dostępnych szacunków około 30 procent, w tym większość lub wszystkie zestawy S-300 zakupione przez Teheran od Rosji w 2016 roku. Efekt był jednoznaczny: izraelskie lotnictwo uzyskało możliwość prowadzenia działań praktycznie bez przeciwdziałania.
Irańskie lotnictwo bojowe nie odegrało istotnej roli. Trzon floty stanowią maszyny skrajnie przestarzałe – F-14 Tomcat dostarczone jeszcze przed rewolucją islamską, a także starsze wersje MiG-29 i F-5, czyli konstrukcje z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. W konfrontacji z izraelskimi samolotami czwartej i piątej generacji nie mogło być mowy o skutecznej obronie.
Próby odbudowy potencjału: Chiny, HQ-9 i J-10
Tuż po zakończeniu nalotów władze w Teheranie rozpoczęły intensywne działania naprawcze. Media informowały o rozmowach dotyczących zakupu chińskich zestawów przeciwlotniczych średniego zasięgu HQ-9, uznawanych za odpowiedniki systemów S-300/S-400. Równolegle Iran wyrażał zainteresowanie myśliwcami J-10.
Ewentualna finalizacja takich kontraktów oznaczałaby wzmocnienie zdolności wojskowych, jednak z istotnym zastrzeżeniem czasowym. W przypadku lotnictwa niezbędne jest przeszkolenie pilotów i personelu naziemnego, co wymaga miesięcy, a nawet lat. Nawet po wdrożeniu nowych systemów nie dawałoby to Teheranowi zdolności do odparcia skoordynowanego uderzenia USA i Izraela.
Rakiety balistyczne Iranu i skala strat w konflikcie
Wojna z Izraelem poważnie nadwyrężyła zapasy irańskich pocisków balistycznych. Według oficjalnych danych izraelskich, cytowanych przez Defence24.pl, w trakcie konfliktu w kierunku Izraela wystrzelono 631 rakiet. Próby przechwycenia podjęto wobec 257 z nich, a skuteczne przechwycenia odnotowano w 221 przypadkach, co oznacza skuteczność na poziomie 86 procent.
Choć od zakończenia działań zbrojnych Iran mógł odbudować część zdolności, skala tego procesu pozostaje nieznana. Izraelskie lotnictwo i siły specjalne koncentrowały się na wyrzutniach – kluczowych elementach systemu – z których około 60 procent miało zostać zniszczonych. Odbudowa infrastruktury tego typu jest kosztowna i czasochłonna.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej pod presją
Szczególnie dotkliwe dla władz w Teheranie okazały się straty wśród wyższego dowództwa wojskowego, zwłaszcza Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Formacja ta od końca lat siedemdziesiątych XX wieku stanowi filar systemu władzy. W wyniku izraelskich nalotów oraz działań sił specjalnych zginęło wielu starszych oficerów, w tym osoby ze ścisłego kierownictwa.
Skala strat sugeruje poważne luki w irańskiej ochronie kontrwywiadowczej. Osłabienie Korpusu może mieć bezpośrednie przełożenie na zdolność reżimu do utrzymania kontroli wewnętrznej w obliczu masowych protestów.
Czy amerykańska operacja wojskowa jest realna?
Mimo osłabienia Iranu potencjalna operacja USA pozostaje problematyczna. Państwo to zajmuje 1,6 mln kilometrów kwadratowych, a znaczna część terytorium ma charakter górzysty. Liczba celów wymagających neutralizacji sprawia, że działania musiałyby mieć charakter stopniowy i długotrwały.
Amerykański ośrodek analityczny Institute for the Study of War wskazuje, że kluczowe znaczenie ma lojalność aparatu bezpieczeństwa. „Reżimowi prawdopodobnie uda się stłumić ten opór, jeśli uda mu się utrzymać lojalność sił bezpieczeństwa i uniemożliwić tym, którzy stawiają opór siłom bezpieczeństwa, skuteczne kwestionowanie zdolności i woli reżimu do kontynuowania represji”.
Odwet Iranu i zagrożenie dla baz USA w Zatoce Perskiej
W przypadku amerykańskiego uderzenia należy liczyć się z odwetem rakietowym wymierzonym w bazy USA w regionie Zatoki Perskiej. W połowie stycznia władze w Teheranie ostrzegały, że taki scenariusz jest brany pod uwagę, apelując jednocześnie do państw sąsiednich.
Część personelu amerykańskiego została tymczasowo wycofana z kluczowych instalacji, w tym z Al Udeid w Katarze. Podobne działania podejmowano już w czerwcu 2025 roku, tuż przed izraelskimi nalotami. Po kilkudziesięciu godzinach poziom zagrożenia obniżono, jednak procedury ewakuacyjne pokazały realność ryzyka.
Irański program nuklearny po wojnie z Izraelem
Status irańskiego programu nuklearnego pozostaje niejasny. Choć celem czerwcowej operacji było zablokowanie możliwości jego realizacji, efekt okazał się ograniczony. „Amerykańskie bombardowanie trzech obiektów nuklearnych w Iranie opóźniło irański program nuklearny jedynie o kilka miesięcy” – napisał „New York Times”, oceniając skutki działań amerykańskich i izraelskich.
Nie wiadomo, czy program jest kontynuowany ani jaki jest jego aktualny stan. Otwartą kwestią pozostaje również to, czy w sytuacji egzystencjalnego zagrożenia reżim mógłby zdecydować się na użycie broni masowego rażenia, o ile nią dysponuje. Choć scenariusz ten uznawany jest za mało prawdopodobny, analitycy nie wykluczają go całkowicie.
Ruchy amerykańskiej floty i sygnały przygotowań
Decyzja o ewentualnym ataku zależy zarówno od kalkulacji politycznych, jak i od dostępności sił. Obecnie amerykańskie grupy lotniskowców nie stacjonują na Bliskim Wschodzie. Zmiana tego stanu – na przykład skierowanie jednej lub dwóch grup uderzeniowych oraz zwiększenie obecności bombowców strategicznych i latających cystern – byłaby czytelnym sygnałem przygotowań.
– Amerykańska grupa uderzeniowa lotniskowca USS Abraham Lincoln opuściła wody Morza Południowochińskiego i z najwyższą prędkością zmierza w kierunku Zatoki Perskiej – zauważa Juliusz Sabak z Portalu Obronnego. Równolegle obserwowana jest zwiększona aktywność amerykańskiego lotnictwa transportowego na trasach z Ameryki Północnej do Europy i dalej na Bliski Wschód. Nie przesądza to o nieuchronności ataku, ale podtrzymuje wysoki poziom napięcia w regionie.