W samej końcówce 2025 roku Chiny postanowiły wysłać sygnał, jak chcą budować swoje relacje z resztą świata. Ich plan dotyczy ułożenia wzajemnych stosunków między wielkimi podmiotami: nimi samymi, Stanami Zjednoczonymi, Rosją i Europą, rozumianą jako całość.

Co z naszej, europejskiej, perspektywy wydaje się potencjalnym niebezpieczeństwem w tej chińskiej deklaracji? Potwierdzenie umacniania sojuszu Chin z Rosją kosztem – w sposób dorozumiany – naszej części Europy.

Czy amerykańska akcja w Wenezueli zmieni chińskie nastawienie do spraw międzynarodowych? Można w to wątpić – po dotychczasowych reakcjach Pekinu widać, że stosowane przez Chińczyków środki pochodzą z arsenału, jaki został przedstawiony w deklaracji.

Sygnał, o jakim mowa, to wykład Wanga Yi, członka politbiura Chińskiej Partii Komunistycznej, odpowiedzialnego za politykę zagraniczną, który wygłosił 30 grudnia podczas odbywającego się w Pekinie sympozjum poświęconego polityce zagranicznej. W pewnym sensie można uważać to wystąpienie za odpowiedź na amerykańską Narodową Strategię Bezpieczeństwa. Ale tylko w pewnym sensie, bo nie zostało to w ten sposób przedstawione, choć diagnozy i postawione w wystąpieniu tezy definiują chińskie spojrzenie na geopolitykę.

Chińska dyplomacja o Ameryce – wprost i niewprost

Najciekawszym elementem wykładu Wanga Yi jest propozycja ustrukturyzowania wzajemnych relacji między czterema podmiotami, które nazwał „głównymi państwami”. Nie jest to propozycja przesadnie konkretna, ale pada określenie, że należy „wspólnie dążyć do zbudowania struktury”, która zapewni pokojowe współistnienie, stabilność i zrównoważony rozwój. Być może więc w jakiejś perspektywie mogłoby dojść do sformalizowania tego układu.

Role dla trojga „głównych państw”, które miałyby się układać z Chinami, rozdzielone są następująco: Stany Zjednoczone mogą liczyć na pokój i współpracę pod warunkiem, że będą uznawały chińską suwerenność, bezpieczeństwo i rozwój ich interesów. Można to czytać w kontekście zdania, które lapidarnie streszcza stan faktyczny w turbulentnym roku 2025: „Chiny i USA będą zyskiwały na kooperacji, a traciły na konfrontacji”. Z pozoru stwierdzenie brzmi banalne, ale odniesione do zdecydowanej postawy Pekinu wobec wojen celnych zapoczątkowanych przez Biały Dom, zyskuje na znaczeniu. Chiny jasno potwierdzają, że nie cofną się przed użyciem siły. Co do suwerenności, to oczywiście chodzi o Tajwan, który jest w optyce chińskiej ich wewnętrzną sprawą i ewentualne działania – także militarne – nie mogą być oceniane w świetle prawa międzynarodowego.

„Kryzys” na Ukrainie. Jak Pekin mówi o wojnie?

W kwestii Rosji to spoza zwykłej geopolitycznej nowomowy wyziera twarda rzeczywistość podporządkowania. Padły słowa o konsolidacji stosunków, kompleksowej strategicznej koordynacji w nowej erze i wzajemnie korzystnej współpracy w formule „win-win”, co w języku chińskiej dyplomacji oznacza zapewnienie Chinom przewagi gospodarczej. Wspomniano też o współpracy w zachowaniu „strategicznej stabilności” pomiędzy „głównymi państwami”. Przekładając to na bardziej zrozumiały język, chodzi o dalsze podporządkowywanie Rosji pod względem gospodarczym i korzystanie z jej pozycji strategicznej do wywierania nacisku na innych, zapewne na Europę, bo przecież nie na Amerykę.

Tu pojawia się niepokojący wątek dotyczący wojny na Ukrainie, która w języku chińskiej dyplomacji konsekwentnie od lat nazywana jest „kryzysem”. Wang Yi powtórzył rytualne zapewnienia, że Chiny opowiadają się za pokojem, a jednocześnie użył rosyjskiego określenia dla sformułowania celów, jakie należy osiągnąć. Dyplomacja rosyjska mówi mianowicie o konieczności usunięcia „przyczyn źródłowych” (root causes) konfliktu. Ten sam język zastosował minister: „Chiny będą nadal odgrywały konstruktywną rolę w nadziei, że trwałe i wiążące porozumienie pokojowe może być osiągnięte dla eliminacji przyczyn źródłowych konfliktu”.

Ten passus może oznaczać, że Chiny, decydując się na coraz ściślejszy sojusz z Rosją, za podporządkowanie gospodarcze zechcą zapłacić Moskwie wsparciem w kwestiach bezpieczeństwa. A przypomnijmy, że te „źródłowe przyczyny” to nie tylko członkostwo Ukrainy w NATO, ale też ekspansja Sojuszu Atlantyckiego na wschód po roku 1999. Jest to więc zagrożenie dla Polski.

Możemy podporządkować się lub ulec. Gdzie tu wybór?

Europa w perspektywie Wanga Yi jest po prostu partnerem gospodarczym, który powinien odłożyć na bok różnice i współpracować dla wspólnych korzyści. Pada w tekście nieskonkretyzowana obietnica „otwarcia nowej przestrzeni” dla wzajemnych stosunków. Wreszcie – wybrzmiewa zdanie o tym, że Chiny i Europa powinny być „prawdziwymi partnerami w zdecydowanej obronie multilateralizmu”. Brzmi to jak oferta współdziałania przeciwko Stanom Zjednoczonym w zamian za korzyści gospodarcze. Dodatkową ceną miałoby być ustąpienie wobec Rosji w kwestii bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO. Co interesujące, skrót NATO nie pojawił się w wykładzie Wanga Yi ani razu, jakby Sojusz nie był czynnikiem, który Chiny biorą pod uwagę.

Natomiast arsenał środków mających służyć trzymaniu w szachu Ameryki, o jakim wspomniałem na początku, to konstelacja organizacji i umów międzynarodowych, z ONZ na czele. Jest to nic innego jak chęć wzmocnienia swojej pozycji przez odwołanie się do „globalnej większości” i struktur, które zostały zdominowane przez Chiny oraz Rosję. Nie przypadkiem amerykańskie porwanie Nicolása Maduro za sprawą obu tych krajów natychmiast znalazło się na forum Rady Bezpieczeństwa.

Z jednej strony więc Chiny chcą ustanowić coś w rodzaju dominującej w świecie „rady czterech”, składającej się z „głównych państw”, w której dzięki ścisłemu sojuszowi z Rosją to Pekin grałby pierwsze skrzypce. Z drugiej zaś strony chętnie wykorzystują demokratyczne złudzenie, że państwa zgrupowane jako Narody Zjednoczone posiadają jakąkolwiek sprawczość.

Wykład Wanga Yi kończy się znamiennym zdaniem, które pokazuje poczucie historycznej słuszności obranej drogi, jakie dominuje w chińskich elitach: „Koła historii obracają się z niepowstrzymaną siłą, a wielkie odnowienie narodu chińskiego nieodparcie postępuje naprzód”. Według tej logiki możemy tylko podporządkować się albo ulec. Co wybierzemy?