Deklaracja Grahama kończy wielomiesięczny okres niepewności wokół projektu, który – mimo poparcia zdecydowanej większości senatorów – od kwietnia ubiegłego roku pozostawał zablokowany w senackiej komisji. Kluczową barierą była dotąd niejednoznaczna postawa prezydenta, który kilkakrotnie wysyłał sprzeczne sygnały w sprawie sankcji wobec Rosji. Środowe spotkanie w Białym Domu miało jednak przynieść przełom i otworzyć drogę do formalnego głosowania.
Informację o uzyskaniu zgody prezydenta Graham przekazał we wpisie na platformie X. Jak zaznaczył, projekt ma dać administracji USA narzędzia do bezpośredniego uderzenia nie tylko w rosyjski sektor energetyczny, ale także w państwa, które – poprzez zakup tanich surowców – podtrzymują finansowanie rosyjskiej machiny wojennej.
Zielone światło Trumpa i sankcje na rosyjską ropę
„To dobry moment, bo Ukraina idzie na ustępstwa w imię pokoju, a Putin tylko gada, wciąż zabijając niewinnych. Ten projekt ustawy pozwoli prezydentowi Trumpowi ukarać kraje, które kupują tanią rosyjską ropę napędzającą machinę wojenną Putina” – napisał Graham. W dalszej części wpisu podkreślił, że regulacje dadzą prezydentowi realne narzędzia nacisku na państwa takie jak Chiny, Indie i Brazylia, by skłonić je do ograniczenia lub całkowitego zaprzestania zakupów rosyjskich surowców energetycznych.
„Liczę na silne głosowanie ponadpartyjne, mam nadzieję, że już w przyszłym tygodniu” – dodał senator. W jego ocenie projekt ma poparcie zdecydowanej większości izby, a dotychczasowy impas był wyłącznie konsekwencją politycznych wahań na linii Senat–Biały Dom.
Projekt sankcji ugrzęzł w Senacie mimo poparcia 85 senatorów
Projekt Grahama, współtworzony przez grupę republikanów i demokratów, formalnie uzyskał poparcie 85 ze 100 senatorów. Mimo to od kwietnia ubiegłego roku pozostaje w senackiej komisji i nie trafił pod głosowanie. Powód był jeden: brak jednoznacznej zgody Donalda Trumpa. Prezydent kilkakrotnie wysyłał sprzeczne sygnały – Graham i inni republikanie ogłaszali, że mają jego poparcie, po czym Trump wycofywał się z deklaracji lub sugerował, że sankcje mogą utrudnić przyszłe negocjacje z Moskwą.
W niedzielę Trump publicznie sygnalizował poparcie dla inicjatywy senatora z Karoliny Południowej, co w Waszyngtonie odebrano jako próbę uporządkowania stanowiska administracji wobec Rosji i wojny w Ukrainie. Środowa deklaracja Grahama ma być potwierdzeniem, że tym razem zgoda prezydenta jest realna, a nie wyłącznie taktycznym gestem.
Cła do 500 procent i uderzenie w „flotę cieni”
Projekt ustawy przewiduje daleko idące konsekwencje gospodarcze. Obejmuje dodatkowe sankcje wobec rosyjskich firm naftowych, sektora bankowego oraz tzw. „floty cieni” – sieci tankowców wykorzystywanych do omijania dotychczasowych restrykcji. Kluczowym elementem są jednak cła sięgające nawet 500 procent na towary z państw kupujących rosyjskie surowce energetyczne.
W środę pojawił się też wymowny przykład egzekwowania sankcji. Jeden z tankowców rosyjskiej „floty cieni”, M/T Sophia, objęty sankcjami jeszcze przez administrację Joe Bidena, został zajęty przez siły USA na Morzu Karaibskim. Operacja była elementem amerykańskiej blokady wobec Wenezueli i sygnałem, że Waszyngton jest gotów fizycznie egzekwować ograniczenia nałożone na transport rosyjskiej ropy.
Izba Reprezentantów: inny projekt, podobny cel
Równolegle do działań w Senacie, własną inicjatywę zapowiedzieli politycy obu partii w Izbie Reprezentantów. Już w grudniu ogłosili, że w styczniu będą dążyć do wymuszenia głosowania nad analogicznym, choć zmodyfikowanym projektem sankcyjnym. Wersja izby niższej nie przewiduje 500-procentowych ceł, ale wprowadza obowiązkowe sankcje, których prezydent nie mógłby łatwo zawiesić decyzją polityczną.
Nowy pakiet zakłada zakaz inwestowania w Rosji przez obywateli USA, zakaz zawierania transakcji z rosyjskimi podmiotami oraz zamknięcie luki pozwalającej na import rosyjskiej ropy przetwarzanej w rafineriach w państwach trzecich, w tym w Indiach. To właśnie ta luka była dotąd jednym z głównych sposobów omijania sankcji nałożonych po agresji na Ukrainę.
Pesymizm wśród demokratów mimo zapowiedzi Grahama
Nastroje w Kongresie nie są jednak jednoznacznie optymistyczne. Jeszcze w środę, przed ogłoszeniem przez Grahama uzyskania „zielonego światła”, kongresmen Demokratów Mike Quigley z proukraińskiego zespołu Ukraine Caucus przyznawał w rozmowie z PAP, że jego wcześniejszy optymizm osłabł.
– Zbieramy podpisy, będę robił, co tylko będę mógł, żeby do tego doszło, ale muszę przyznać, że jestem pesymistą – mówił polityk. Jak podkreślają jego współpracownicy, obawy dotyczą przede wszystkim realnej determinacji Białego Domu w momencie, gdy ustawa faktycznie trafi pod głosowanie i zacznie wywoływać presję dyplomatyczną ze strony krajów dotkniętych cłami.