Pierwsze wybory ogólnokrajowe w tym roku odbędą się już za tydzień, w niedzielę 11 stycznia. Tego dnia do urn pójdą Benińczycy i Birmańczycy. W zachodnioafrykańskim Beninie spodziewane jest zwycięstwo sił prezydenckich, z kolei wojskowe władze Mjanmy, zwanej też Birmą, chcą wykorzystać głosowanie, by przedstawiać się jako posiadające legitymację demokratyczną. Realna opozycja w Mjanmie, trawionej od końca lat 40. XX w. wojną domową, nie została dopuszczona do głosowania. Jej zwycięstwo w poprzednich wyborach w 2020 r. skłoniło wojsko do zamachu stanu, co z kolei dodało do etnicznej wojny domowej elementu wewnątrzpolitycznego.
Stany Zjednoczone: Trump broni Kongresu
Dla losów świata najważniejsze będą zapewne wybory środka kadencji w Stanach Zjednoczonych, planowane na 3 listopada. Wyniki ubiegłorocznych głosowań stanowych i miejskich sprawiają, że Partia Demokratyczna coraz odważniej myśli o odbiciu Kongresu z rąk republikanów. Jeśli tak się stanie, Donald Trump straci przychylną sobie większość w obu izbach, co może doprowadzić do zaostrzenia wewnętrznego konfliktu politycznego, a w perspektywie nawet do długotrwałego zamknięcia instytucji federalnych, czego przedsmak mieliśmy już pod koniec 2025 r. Wybory środka kadencji tradycyjnie faworyzują w USA aktualną opozycję i przez obie partie są traktowane jako test przed prezydenckimi, które odbędą się w listopadzie 2028 r.
Europa: Węgry, Portugalia, Bułgaria
W Europie do najciekawszych rozstrzygnięć może dojść na Węgrzech. Tam wybory mają odbyć się w kwietniu, a rządzący od 2010 r. Fidesz po raz pierwszy od 16 lat staje w obliczu groźby utraty władzy. Partii Viktora Orbána wyrósł konkurent we własnym obozie w postaci Partii Szacunku i Wolności Pétera Magyara. Na centroprawicowców chce głosować nie tylko rozczarowana część wyborców Fideszu, ale i znaczna część elektoratu liberalnej i lewicowej opozycji. Na porażkę Orbána liczą Bruksela i Kijów. Budapeszt blokuje formalne rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Mołdawią i Ukrainą. Rozmowy o wejściu do Unii Europejskiej mają się toczyć nieformalnie, a ich efekty powinny zostać sformalizowane po zdjęciu weta. Bez zwycięstwa Magyara będzie to jednak trudne.
Z pozostałych krajów unijnych najszybciej do urn pójdą Portugalczycy. Już 18 stycznia odbędzie się tam I tura wyborów prezydenckich, których sondażowym faworytem jest kandydat centroprawicowej Partii Socjaldemokratycznej Luís Marques Mendes. W listopadzie głowę państwa wybiorą Bułgarzy. Obecna głowa państwa, umiarkowanie prorosyjski wojskowy Rumen Radew, nie może kandydować na trzecią kadencję. Zanim to nastąpi, Bułgaria ma szansę na przedterminowe wybory parlamentarne, ósme od 2021 r. Permanentny kryzys wywołany trudnościami z wyłonieniem większości w rozdrobnionym parlamencie doprowadził w grudniu 2025 r. do upadku rządu, co nie przeszkodziło Sofii w wejściu od Nowego Roku do strefy euro. Poza tym własne parlamenty wybiorą też Duńczycy, Słoweńcy i Szwedzi.
Ukraina: pytanie otwarte
Otwarte pozostaje pytanie o wybory na Ukrainie, których domagają się m.in. Amerykanie. Zgodnie z ukraińskim prawem nie da się ich rozpisać w trakcie obowiązywania stanu wojennego, jednak gdyby udało się wynegocjować rozejm, Kijów szybko wybierze prezydenta i parlament. Jak się wydaje, faworytem byłby ktoś kojarzony z bezpośrednim udziałem w wojnie. W tym charakterze wymienia się m.in. byłego głównodowodzącego generała Wałerija Załużnego bądź aktualnego szefa wywiadu wojskowego generała Kyryła Budanowa, choć żaden z nich nie zapowiedział oficjalnie swojego startu. Obecny prezydent Wołodymyr Zełenski miałby duże szanse, by wejść z którymś z nich do II tury.
Wstępnie na 2026 r. są też planowane wybory w czterech państwach upadłych. W każdym z nich mają one być elementem stabilizacji systemu i wchodzenia na ścieżkę odbudowy. Chodzi o pogrążone w anarchii Haiti, uskarżającą się na efektywną dwuwładzę Libii, a także Somalię, która alternatywnych wyborów powszechnych nie zaznała od 1969 r., oraz Sudan Południowy, który takiego głosowania nie zorganizował od czasu wybicia się na niepodległość przed 15 laty. W każdym przypadku wybory nie są jednak pewne; zresztą wszystkie cztery państwa bezskutecznie przymierzały się do nich już w poprzednich latach.
Brazylia, Izrael, Rosja
Do tej listy warto dodać październikowe głosowanie powszechne w Brazylii, w którym urzędujący prezydent Lula da Silva będzie starał się obronić stanowisko przed skrajnie prawicowym Flávio Bolsonaro, synem byłej głowy państwa Jaira, skazanego we wrześniu 2025 r. na 27 lat i kwartał więzienia za nieudaną próbę zamachu stanu po przegranych wyborach w 2022 r. Ród Bolsonarów cieszy się zdecydowanym poparciem Trumpa, a sama próba brazylijskiego puczu była porównywana do szturmu na Kapitol zwolenników republikanina, gdy ten w 2020 r. przegrał wybory z Joem Bidenem. We wrześniu do urn pójdą Rosjanie. Kreml tradycyjnie postara się wykorzystać imitację procedur demokratycznych dla legitymizacji własnej polityki. Nie jest jeszcze znana dokładna data wyborów w Izraelu, które dla premiera Binjamina Netanjahu staną się plebiscytem oceniającym jego politykę po ataku Hamasu w październiku 2023 r.