Zanim odpowiem, wspomnę jedynie, że w tym momencie Czechy mają dwóch premierów.
Nasza konstytucja pozwala na mianowanie premiera przed pozostałymi członkami jego gabinetu. Tak więc teraz premierowską tekę dzierży zarówno Babiš, którego najważniejszym zadaniem jest przedłożenie prezydentowi listy przyszłych ministrów, jak i ustępujący ze stanowiska Petr Fiala. Ten stan dychotomii utrzymuje się zwykle przez dwa tygodnie, do chwili zaprzysiężenia pełnego składu kolejnego rządu. Liderowi ANO bardzo zależy na czasie, ponieważ chciałby reprezentować Czechy podczas najbliższego szczytu Rady Europejskiej 18 i 19 grudnia.
Agrofert ma zostać przejęty przez blind trust, czyli rodzaj funduszu powierniczego, do którego fundator przekazuje swoje aktywa, nie mając prawa do decydowania, w co konkretnie są one później inwestowane. Tyle teoria, bo rzeczywistość jest dużo mniej klarowna. Złożona publicznie obietnica zakłada, że Babiš nie odzyska udziałów w firmie nawet po odejściu z polityki – te powrócą do rodziny dopiero po jego śmierci. Skoro prędzej czy później na czele Agrofertu staną dzieci Babiša, trudno spodziewać się, by dalszy los spółki i jej jak najlepsza kondycja nie leżały mu na sercu. Pamiętajmy też, że lider ANO działa nie tylko w branży spożywczo-chemicznej – posiada również spory zespół klinik medycyny reprodukcyjnej, które również otrzymują państwowe środki w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Nic nie wskazuje na to, by Babiš musiał zrezygnować z tej części biznesu, więc z konfliktem interesów uporał się połowicznie.
Pierwotnie Turek był forsowany na ministra spraw zagranicznych, później, by nieco złagodzić opór Pavla, przesunięto go na inny odcinek. Nie mniej istotny dla Kierowców, bo ekologia – czy raczej antyekologia – i walka z unijnym Zielonym Ładem to filary politycznej tożsamości tej partii.
Jeszcze przed powołaniem Babiša na urząd premiera Pavel konsultował się ze wszystkimi kandydatami na ministrów z wyjątkiem Turka, który tuż przed spotkaniem zgłosił dolegliwości zdrowotne. Opinia publiczna umiarkowanie w to uwierzyła i do dziś trwają spekulacje, czy nie była to przypadkiem choroba dyplomatyczna.
Szef ANO był już premierem w latach 2017–2021 i Praga nie wykonała wówczas żadnego prorosyjskiego skrętu – sądzę, że ten scenariusz powtórzy się i teraz. Babiš wyraził chęć poprawy stosunków ze Słowacją, zepsutych jego zdaniem przez ekipę Fiali, natomiast Węgry ani go ziębią, ani grzeją. Poza tym nie jest tak bardzo skupiony na ideologii jak Viktor Orbán czy Jarosław Kaczyński i Karol Nawrocki. Nie zamierza na przykład rechrystianizować Czech i toczyć wojen kulturowych z Zachodem. Po pierwsze dlatego, że właśnie tam leży jego interes biznesowy – fabryki wybudował nie w Rosji, tylko Austrii, Niemczech czy Francji. A po drugie jest przewrażliwiony na punkcie swojego wizerunku i chce być lubiany w sondażach, dlatego nie będzie angażował się w realne konflikty zarówno na krajowym podwórku, jak i arenie międzynarodowej. Nie przypuszczam, by otwarcie opowiedział się po którejś ze stron sporu na linii KO–PiS, zresztą polskie sprawy niespecjalnie spędzają mu sen z powiek, w kampanii ten temat praktycznie nie zaistniał.
Gdy Amerykanie szli w 2024 r. do urn, Babiš rzeczywiście stał się mocno protrumpowski, paradował nawet w czerwonej czapce z napisem „Silne Czechy”. Ale gdy Trump doszedł już do władzy i zaczął podejmować nieprzewidywalne i sprzeczne z czeską optyką decyzje, nakrycia głowy magicznie poznikały. Nawet jeśli Babiš ponownie zechce adorować Trumpa, nie będzie robił tego tak ostentacyjnie jak inni europejscy politycy.
Na przykład dlatego, że antyniemiecki resentyment – bliski niektórym środowiskom politycznym w Polsce – nie odgrywa już dzisiaj w Czechach znaczącej roli, przez co nasze elity w większości nie traktują UE jako niebezpiecznej organizacji z centrum dowodzenia w Berlinie, której trzeba się przeciwstawić, wchodząc pod amerykański parasol.
W związku z tym, że formacje Okamury i Petra Macinki nie uzyskały w październikowych wyborach jakichś nadzwyczajnych wyników, ich słabość przełoży na dominację Babiša w rządzie i na całej prawicy. Dość powiedzieć, że nazwiska oddelegowane do rządu przez SPD to osoby mniej lub bardziej powiązane z założycielem ANO.
SPD i Kierowcy będą z pewnością głośno wyrażać swoje skrajne poglądy o UE czy wojnie w Ukrainie, ale sprowadzi się to jedynie do retoryki – Babiš da im się wyszumieć, samemu pociągając za sznurki.
Program opracowany przez trzy zwycięskie ugrupowania jest, delikatnie mówiąc, niekonkretny, choć ktoś pewnie stwierdzi, że to celowa strategia, bo z ogólników łatwiej się wycofać. W warstwie narracyjnej koalicja przedstawia się oczywiście jako siła prospołeczna – zwłaszcza w porównaniu z asocjalnym w jej opinii gabinetem Fiali – i pochylająca się nad problemami zwykłych Czechów. Wśród priorytetów ANO, SPD i Kierowców jest m.in. cofnięcie reformy poprzedników i utrzymanie wieku emerytalnego na poziomie 65 lat. Natomiast z tego, co słyszę, zapowiadana przez ANO „sprawiedliwa” waloryzacja emerytur zaczyna budzić coraz większy sceptycyzm w łonie samej partii. ©℗
Prof. Michal Kubát – czeski politolog związany z Wydziałem Nauk Społecznych Uniwersytetu Karola w Pradze.