Organizacje pozarządowe na granicy zajmują się udzielaniem pomocy humanitarnej i wsparcia prawnego migrantom. Niemniej jednak ich działalność budzi liczne kontrowersje, które mają zarówno społeczne, jak i prawne implikacje.

Mariusz Błaszczak w tym tygodniu zaproponował "pakt dotyczący bezpieczeństwa granic naszego kraju". Zakłada on m.in zakaz wejścia do strefy buforowej dla organizacji pozarządowych i przeprowadzenie audytu dotyczącego finansowania organizacji pozarządowych, które "są aktywne na wschodniej granicy kraju".

Postulaty PiS dotyczące wzmocnienia granicy

Błaszczak wskazywał również na konieczność "jednostronnego zerwania paktu migracyjnego" oraz wzmocnienia granicy, maksymalnie w ciągu roku, a także przeznaczenia na ten cel dużo większych nakładów finansowych.

Nawet jednak obecne przepisy nie są w pełni respektowane przez organizacje pozarządowe, które otwarcie zapewniają, że będą naruszać strefę buforową.

"Należy zlikwidować zespoły prokuratorskie, powołane do oceny zachowań żołnierzy i funkcjonariuszy wobec migrantów" - przekonywał również szef klubu PiS.

Humanitaryzm czy pomocnitwo?

W bardzo podobnym tonie wypowiadał się minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.

-Zwracam się do aktywistów działających na granicy: w pełni popieram i rozumiem chęć pomocy drugiemu człowiekowi, ale wskazywanie miejsca na granicy, gdzie nie ma żołnierzy oraz straży jest nieodpowiedzialne. Zaprzestańcie takich działań.- mówił wicepremier na antenie telewizji Polsat.

Odmiennego zdania są jednak aktywiści działający na granicy polsko-białoruskiej.

- Jeśli wicepremier rozumiałby humanitaryzm to wiedziałby, że mamy do czynienia z kryzysem humanitarnym, z którym państwo sobie nie radzi. Trudno więc oczekiwać, że przestaniemy nieść pomoc, bo jest to praca potrzebna i konieczna.

Organizacje pozarządowe są krytykowane za to, że ich działania mogą ułatwiać nielegalne przekraczanie granic. Przeciwnicy twierdzą, że poprzez dostarczanie jedzenia, ubrań i schronienia migrantom, NGO nieświadomie wspierają systemy przemytnicze i zachęcają do nielegalnej migracji. Z kolei zwolennicy podkreślają humanitarną konieczność takiej pomocy, argumentując, że ich działania ratują ludzkie życie i zapewniają podstawowe prawa człowieka.

To absurd, że osoby, które dopiero co rzucały w żołnierzy kamieniami, są witane chlebem i solą

Polska wprowadziła ograniczenia poruszania się na granicy polsko-białoruskiej. Powodem jest rosnąca presja migracyjna oraz agresja ze strony sprowadzanych przez Łukaszenkę nielegalnych imigrantów. Organizacje pozarządowe, udzielające pomocy osobom migrującym, są oskarżane o ingerowanie w suwerenność państwa i o to, że ich działania mogą podważać wysiłki na rzecz kontrolowania nielegalnej migracji.

Krytycy wskazują również na zagrożenia bezpieczeństwa narodowego, argumentując, że niekontrolowany przepływ osób przez granice może prowadzić do infiltracji przez osoby zagrażające bezpieczeństwu państwa, w tym potencjalnych dywersantów działających na zlecenia KBG i FSB.

-Mamy do czynienia z jakąś poronioną sytuacją, gdzie najpierw te same osoby rzucają w nas kamieniami, by po przekroczeniu granicy dostawali buty, ubrania, jedzenie i pomoc we wniosku o azyl. Wszystko za sprawą wolontariuszy, którzy pomagają te wnioski pisać dla ludzi, którzy dopiero co wyzywali nas i próbowali ranić. - mówi Adrian, żołnierz uczestniczący wielokrotnie w zabezpieczaniu granicy - To absurd, że osoby, które dopiero co rzucały w żołnierzy kamieniami są witane chlebem i solą. Tak naprawdę w ten sposób legalizuje się bezprawie i agresję, a tajemnicą poliszynela jest to, że mamy się zgadzać na to. Na odprawie porucznik wyraźnie mówił, że nie mamy zaczepiać aktywistów, bo będzie dym w mediach. Czyli mamy bezkarność. - dodaje.

Czy organizacje pozarządowe łamią prawo?

Zgodnie z polskim kodeksem karnym, pomocnictwo w nielegalnym przekraczaniu granicy jest przestępstwem. Art. 264 § 2 kk. stanowi, że kto organizuje innym osobom przekraczanie granicy państwowej wbrew przepisom, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Ponadto, art. 264 § 3 mówi, że kto, wbrew przepisom, organizuje przekraczanie granicy państwowej przy użyciu przemocy, groźby lub podstępu, podlega karze pozbawienia wolności od 1 roku do 10 lat.

Osoby fizyczne, w tym wolontariusze organizacji pozarządowych, mogą być pociągnięte do odpowiedzialności karnej, jeśli ich działania są interpretowane jako wspieranie nielegalnej migracji. W praktyce, przypadki te są często trudne do osądzenia, ponieważ granica między pomocą humanitarną a wspieraniem nielegalnej działalności jest cienka i często subiektywna. Organizacje pozarządowe starają się również pomagać dopiero po przekroczeniu przez nielegalnych imigrantów, by uniknąć oskarżeń o pomocnictwo.

-Spraw o pomoc w nielegalnym przekraczaniu granicy prowadzimy aktualnie bardzo wiele, ale nie rozdzielamy tego na wolontariuszy i przemytników robiących to dla pieniędzy. - mówi Łukasz Janyst
rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku - Jeżeli otrzymujemy zgłoszenie, to bez względu na motywacje sprawcy prowadzimy śledztwo.

Co sprawie nadaje dodatkowego oblicza to fakt, iż aktywiści często współpracują ze służbami. Dzieje się tak głównie w przypadku, gdy napotkani przez działaczy migranci wyrażą chęć składania dokumentacji w celu uzyskania opieki międzynarodowej. Często ich pełnomocnikami są właśnie aktywiści.

Aktywiści: Sprawy są umarzane z braku dowodów

Aktywiści działający na granicy są przekonani, że niesiona przez nich pomoc jest zgodna z prawem.

- Naszym celem jest udzielenie pomocy humanitarnej, medycznej i prawnej. Numery alarmowe organizacji działających na granicy od początku kryzysu humanitarnego. - wyjaśnia Bartek Rumieńczyk z Grupy Granica - Gdy otrzymamy zgłoszenie od grupy osób, które przedostały się przez granicę to przybywamy i przeprowadzamy interwencję humanitarną. Dajemy osobom migrującym odzież, buty oraz oferujemy pomoc medyczną i prawną. W przypadku, jeśli te osoby wyrażą wolę oferujemy również pomoc przy ubieganiu się o ochronę międzynarodową. Niestety, straż graniczna cały czas wyrzuca nawet te osoby, które wyrażają wolę ubiegania się o ochronę przy nas, czyli przy świadkach. - dodaje.

Aktywiści podkreślają też, że dotychczas sądy umarzały sprawy o pomocnictwo.

- Z trzech dużych spraw przeciw osobom pracującym na granicy, których oskarżono o pomocnictwo w tzw. nielegalnym przekraczaniu granicy dwie zostały umorzone z braku dowodów. Obecnie toczy się jedn sprawa, związana z udzieleniem pomocy obywatelom Egiptu. - mówi Rumieńczyk.