Ugodzenie polskiego żołnierza nożem i atak butelką na funkcjonariuszy Straży Granicznej to tylko dzisiejsze przykłady agresji ze strony nadchodzących z Białorusi migrantów. Czy rzeczywiście wojsko jest bezbronne, czy też na podobną agresję powinno odpowiedzieć siłą? W krótkich, żołnierskich słowach o tym, co powinno się na granicy zmienić, mówi generał Roman Polko, były dowódca jednostki GROM. Prawo dla wojska jest bezlitosne.

Dramatyczne doniesienia znad polsko-białoruskiej granicy dotarły we wtorek rano. Najpierw okazało się, że patrolujący okolice muru granicznego polski żołnierz został ugodzony przez migranta nożem, a chwilę później doszło do dwóch kolejnych ataków.

Zaatakował żołnierza nożem

Oprócz pchniętego nożem żołnierza rany odniosło dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej. Jednego migrant pchnął przez płot czymś na wzór włóczni, czyli kijem, na którego końcu przymocowany był nóż, drugi zaś raniony został w twarz rozbitą butelką. I choć życiu rannych obrońców granic nie zagraża niebezpieczeństwo, pojawiają się pytania, jak w ogóle mogło dojść do sytuacji, że uzbrojony po zęby żołnierz nie wygrał starcia z nielegalnym migrantem. W ocenie ekspertów, powodów może być kilka.

- Żołnierz jest przygotowywany do walki na polu walki i nikt go nie przygotowuje do tego typu działań. Zostaje postawiony w takiej sytuacji, że co prawda ma broń, ale bardziej mu ta broń przeszkadza, niż pomaga, bo użyć w praktyce jej nie może – grzmi generał Roman Polko, były dowódca jednostki GROM.

I okazuje się, że rzeczywiście, żołnierze wysłani do obrony granic nie mogą swobodnie korzystać z broni palnej, a dojść do tego może w konkretnych przypadkach, choć nawet polskie prawo nie jest w tej kwestii jednoznaczne.

Kiedy żołnierz na granicy może użyć broni?

Do użycia przez żołnierzy broni nie stosuje się ogólnych przepisów ustawy o „środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej”, która uwzględnia jedynie Żandarmerię Wojskową oraz oficerów SKW, o Wojsku Polski nie wspominając.

Nieco uprawnień daje im co prawda ustawa o obronie Ojczyzny, ale zawarte w niej regulacje (art. 11 ust. 4) też nie są zbyt precyzyjne. Przewidują one bowiem, że „Siły Zbrojne, realizując zadania konstytucyjne w zakresie ochrony niepodległości państwa, niepodzielności jego terytorium oraz zapewnienia bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic, mają prawo stosowania środków przymusu bezpośredniego, użycia broni i innego uzbrojenia, z uwzględnieniem konieczności i celu wykonania tych zadań, w sposób adekwatny do zagrożenia oraz w granicach zasad określonych w wiążących Rzeczpospolitą Polską ratyfikowanych umowach międzynarodowych oraz międzynarodowym prawie zwyczajowym.”

Regulaminy użycia broni na granicy przygotował również MON, a wysyłając przed blisko trzema laty żołnierzy WOT na granicę informował ich, że mogą co prawda w ostateczności użyć broni, ale muszą spełnić wcześniej wiele wymagań. Nie dość, że musieli wezwać uzbrojoną osobę do „natychmiastowego porzucenia broni, lub niebezpiecznego przedmiotu”, to gdy ten się nie zastosował, zmuszeni byli poinformować go, że sami mogą użyć broni. Potem już tylko wystarczyło krzyknąć „stój, bo strzelam” i oddać strzał ostrzegawczy. I dodatkowo, każdy mundurowy musiał pamiętać, żeby użyć broni w sposób wyrządzający najmniejsza szkodę.

Generał apeluje o szkolenie i inny sprzęt dla obrońców granic

Znając z praktyki te wszystkie żołnierskie ograniczenia, generał Roman Polko łapie się za głowę i nie ma wątpliwości, że w praktyce uniemożliwiają one skuteczne użycie broni.

-Jak można wyczerpać wszystkie inne środki przymusu bezpośredniego? Jeżeli się już dopuści gościa na taką odległość, że dochodzi do takiej sytuacji, to dochodzimy do absurdu. I tak te zasady są w ten sposób sformułowane, że cokolwiek żołnierz nie zrobi, to i tak poniesie wszelkie konsekwencje – mówi wojskowy.

Wskazuje on też na inne ograniczenia, nie tylko natury prawnej. Po trwającej wiele miesięcy nagonce na broniących granicy mundurowych, ci teraz wolą kilkakrotnie się zastanowić, czy podejmowane przez nich działania nie spotkają się z potępieniem. I czasem za to zapłacą zdrowiem. Czy w takim razie wojsko na granicy jest bezradne? Zdaniem generała Polko, można podjąć działania, które pomogą naszym obrońcom granic.

- Powinni być odpowiednio wyszkoleni tak, aby takich sytuacji nie było. Żołnierze na granicy otrzymują tak naprawdę sprzeczne komunikaty. To może zamiast bojowej broni patrole te trzeba wyposażyć w kule gumowe, broń krótką, paralizatory. Pomyśleć należy, jakie to wyposażenie ma być, aby mogli realnie go użyć – radzi generał Polko.

Prezydent chciał zmian dla wojska na granicy

Pewną próbę zmiany sytuacji żołnierzy na granicy podjął w ubiegłym roku prezydent Andrzej Duda, składając do Sejmu projekt ustawy o „działaniach organów władzy państwowej na wypadek zewnętrznego zagrożenia bezpieczeństwa państwa”. Zakładał on, że żołnierze mieli dostać prawo do wyprzedzającego stosowania środków przymusu bezpośredniego, użycia broni, innego uzbrojenia oraz wszelkich innych dozwolonych prawem międzynarodowym środków dla zapewnienia samoobrony, ochrony sprzętu i miejsca stacjonowania.
Projekt w sierpniu 2023 r. skierowano do opiniowania i Sejm poprzedniej kadencji nie zdążył już do niego wrócić.