Komisja przy KPRM, która zajmie się badaniem rosyjskich wpływów w Polsce, z pewnością skorzysta z podpowiedzi premiera. Donald Tusk – jeszcze zanim zaczęła ona działać – w „Faktach po Faktach” powiedział, że „nie interesują go barwy partyjne ewentualnych ustaleń personalnych”.

Pech jednak chciał, że chwilę później padły nazwiska akurat dwóch osób w barwach partyjnych PiS – Antoniego Macierewicza i Michała Dworczyka (kto wie, może tak naprawdę Dworczykowa?). Rzeczywiście, wokół nich kręcili się dziwni ludzie – znów odwołajmy się do słów premiera – Leszek Sykulski (publicysta i autentyczny zwolennik budowania dobrych relacji z Federacją Rosyjską niezależnie od tego, jaka ona jest) i płk Krzysztof Gaj (doradca byłego szefa KPRM wychwalający aneksję Krymu).

To jednak nic w porównaniu ze skalą kolaboracji, której dopuścili się Macierewicz i Dworczyk. Pierwszy zasłynął z tego, że na polecenie Rosjan z uporem maniaka i nie zważając na wylewającą się na niego krytykę, budował nowy rodzaj sił zbrojnych – WOT. Kto wie, czy aby pomóc w opanowaniu Polski powiatowej, obrona terytorialna nie miała współpracować z lokalnymi kwiaciarniami i organizować finansowane przez Kreml przetargi na bukiety, które wdzięczna Rosji ludność miała wręczać czołgistom armii najeźdźczej. Dworczyk inaczej dał wyraz swojej miłości do Władimira Putina. Dla niepoznaki w marcu i kwietniu 2022 r. wypuszczał się do Kijowa i na Charkowszczyznę. A konkretnie pod Cyrkuny, gdzie okupacją trudnili się jego mocodawcy. Tam też – dla niepoznaki przekazywał Ukraińcom granatniki przeciwpancerne i amunicję. Już po wyzwoleniu północnych rubieży Charkowa i odepchnięciu Rosjan z Cyrkun, w maju 2022 r., z wyraźnym smutkiem na twarzy pozował do zdjęć na tle przejętych przez Ukraińców zapasów amunicji. W tym pocisków do systemów Grad.

I Macierewicz, i Dworczyk to specjaliści. Wiedzą, że w pracy operacyjnej w charakterze agenta kluczowa jest legenda. Dlatego cały czas konsekwentnie ją budowali. Jeszcze przed wojną dziwiłem się, gdy w Kijowie od osób z ministerstwa obrony słyszałem o działaniach Macierewicza. Trudno było zrozumieć, dlaczego jego ówczesny zastępca Tomasz Szatkowski (dziś przedstawiciel przy NATO) więcej czasu spędzał nad Dnieprem niż w Warszawie. A działo się to na długo przed rosyjską inwazją. Swoistym paradoksem była również współpraca w czasach Macierewicza Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca z pododdziałami specjalnymi ukraińskiej piechoty morskiej, która obecnie broni Krynek na lewym brzegu Dniepru. Jeszcze większym zaskoczeniem okazała się obecność żołnierzy JWK w ośrodkach – stworzonego we współpracy z Polską rządzoną wówczas przez PiS – dowództwa sił specjalnych Ukrainy w podkijowskich Browarach. Byli oni tam nawet w dniu wybuchu wojny i jakiś czas później. Czego jednak nie robi się dla zamaskowania prawdziwych intencji. Można kreować naprawdę wszystko. Nawet wysłać na Ukrainę ponad 300 czołgów, aby zaspokoić oczekiwania Putina. W tej materii granicą jest tylko wyobraźnia.

Ostatecznie Macierewicz i Dworczyk polegli. Nie zdążyli uciec ani do Mińska, ani do Moskwy. Zdradziła ich pycha i pewność, że budowana legenda jest żelazna.

Logika polskiej polityki jest jednak przewrotna. Równie silną legendę jako niemiecko-rosyjski agent budował Donald Tusk. Gdy współpracował z BND i FSB jako premier, dla niepoznaki wynegocjował rekordowo wysoki, siedmioletni budżet UE dla Polski. Aby odwrócić podejrzenia o proniemieckość, zdecydował się również na pogłębienie współpracy z Amerykanami w Afganistanie, koncentrując polskie wojsko w jednej prowincji – Ghazni. Jego szef MSZ Radosław Sikorski – dla podkreślenia uzależnienia od Kremla – lansował Partnerstwo Wschodnie i umowę stowarzyszeniową z UE dla Ukrainy, a następnie zaangażował się w negocjowanie pokojowego rozwiązania dla Majdanu. Tusk też budował legendę żelazną i też nie uchronił się przed zdemaskowaniem jako agent kondominium.

Fakty w jego sprawie miała ustalić specjalna komisja działająca na podstawie lex Tusk. Udało się doprowadzić do tego, że dysponowała ona nawet swoimi ekspertami (Sławomir Cenckiewicz i Przemysław Żurawski vel Grajewski) i medialnymi akolitami. Nie zdążyła jednak naświetlić prawdy. Porażającej prawdy.

Dziś karta się odwróciła. Nowi specjaliści wytropią nowych agentów. Zaczną od prześwietlania Dworczyka i Macierewicza. Medialni akolici znów pokażą światu prawdę. Znów będzie porażająco. Prawdziwie porażająco. ©℗