Wyborcza rywalizacja do sejmików będzie miała krótki i gorący finisz, ale po świętach. Działania prokuratury wokół Funduszu Sprawiedliwości podnoszą temperaturę sporu.

Kampanie samorządowe zawsze były w cieniu polityki centralnej czy innych rodzajów wyborów, ale tak dziwnej i słabo widocznej w mediach kampanii jak obecnie nie było dawno. – Najważniejsze dni tej kampanii to będą środa, czwartek i piątek po świętach – mówi DGP jeden z liderów koalicji, który liczy na mobilizację na ostatniej prostej.

Z ogólnopolskiego punktu widzenia najważniejsze będzie rozdanie sejmikowe. Po pierwsze dlatego, że zdecyduje o tym, ile sejmików odbije PiS-owi koalicja; po drugie dlatego, że będzie pierwszym po elekcji sejmowej realnym sprawdzianem notowań poszczególnych ugrupowań. Będzie pokazywać, czy trend uwidoczniony w wyborach 15 października trwa, czy może się nasila albo przeciwnie – słabnie.

Pojedynek KO i PiS

Na pewno najważniejszy jest pojedynek KO i PiS o pierwsze miejsce. Partie stosują tu przeciwne taktyki. KO od początku próbuje przenieść na te wybory klimat z 15 października, stąd częste wypowiedzi o dogrywce czy dopełnieniu zwycięstwa z prawicą. Z kolei PiS zależało na obniżeniu temperatury politycznego sporu, poza rutynowym dla opozycji punktowaniem potknięć nowej ekipy. Na pewno sytuację zmieniły działania ABW i prokuratury w sprawie Funduszu Sprawiedliwości (FS), w tym przeszukania w domach polityków Suwerennej Polski. Wczoraj przeszukano pokój Michała Wosia w hotelu sejmowym. – To pokazówka przed wyborami, próba wpłynięcia na ich wynik działaniami państwa policyjnego, śmiało można powiedzieć – mówi Paweł Szrot z PiS. – Wyborczą akcją PiS były działania Funduszu Sprawiedliwości, którego pieniądze były wykorzystywane na promocję ich posłów i ministrów – replikuje z kolei poseł KO Dariusz Joński, który wystąpił wczoraj do Państwowej Komisji Wyborczej, by zbadała, czy przy tej okazji nie złamano przepisów o nielegalnym finansowaniu kampanii wyborczej.

Sprawa zatrzymań i przeszukań w związku z działalnością FS może się odbić na końcówce kampanii PiS, na co liczą politycy koalicji. – Zapewne to próba ze strony KO wyprzedzenia PiS w sondażach. Tuskowi zależy na tym, by chociaż o pół punktu czy punkt wygrać – mówi Marcin Palade, który układa prognozy wyborcze. Ze strony PiS oficjalnie słychać, że powyborcza negatywna tendencja dla tej partii się zatrzymała, ale nieoficjalnie, że sprawa funduszu negatywnie wpłynie na wynik. – Raczej trudno, by PiS zajął pierwsze miejsce w wyborach. Władza wystrzeliła z armaty. Z badań wynika, że Koalicja 15 października powinna obronić prowadzenie, zatapiając przy okazji Trzecią Drogę, choć w sumie jest słabsza niż miesiąc temu – zauważa nasz rozmówca związany z PiS.

– Kluczowe będzie nawet nie to, kto będzie na trzecim miejscu – bo zapewne będzie to Trzecia Droga, ale jaki będzie miał rezultat. Im słabiej wypadnie, tym gorszy wynik całej koalicji i większa szansa na obronę przez PiS sejmików na ścianie wschodniej – podkreśla Marcin Palade. I o to teraz toczy się gra. Z Trzeciej Drogi słyszymy zapowiedzi, że tam przeniesie się teraz ciężar kampanii. – Sondaże są podobne jak przed poprzednimi wyborami, a wyborczy wynik także będzie od nich lepszy. Dla nas kluczowe jest, w ilu sejmikach będzie rządziła demokratyczna koalicja – mówi szef klubu PL2050 Mirosław Suchoń. Polityk Lewicy uważa, że sprawa FS odcięła polityczny tlen Trzeciej Drodze. – Nie ma sensu podnosić kwestii składki zdrowotnej czy zakazu handlu w niedziele. I dobrze – podsumowuje.

O co walczą partie?

Jeszcze niedawno prognozy pokazywały, że PiS będzie po wyborach rządził tylko jednym sejmikiem, teraz okazuje się, że przy szczęśliwym dla siebie układzie może obronić ich nawet sześć. PiS liczy np. na niekorzystne dla rządu efekty podwyżki VAT na żywność, która wchodzi w życie od początku kwietnia. Ale ekonomiści zwracają uwagę, że czas poświąteczny nie sprzyja dużym zakupom, więc wielu Polaków nie zdąży do wyborczej niedzieli, 7 kwietnia, odczuć podwyżek. Do tego na rynku trwa wojna cenowa, która może osłabić efekty 5-proc. podwyżki VAT.

Lewica celuje w podwyższenie wyborczego wyniku i liczy na to, że będzie potrzebna do utworzenia koalicji w kilku województwach. Przedwczoraj lewicowe posłanki były u prezydenta Andrzeja Dudy, by rozmawiać na temat ustawy o pigułce „dzień po” oraz perspektywach dla zmian w prawie antyaborcyjnym. To temat, który lewica podnosi w kampanii, krytykując przy okazji koalicjanta z Trzeciej Drogi, zwłaszcza Szymona Hołownię.

Swojej szansy szuka w tych wyborach Konfederacja, której notowania ostatnio rosły. – Mamy szanse na współrządzenie w co najmniej jednym sejmiku, a w optymistycznym wariancie w kilku województwach – mówi wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. Może się zdarzyć nawet scenariusz, w którym w jednym województwie wejdzie w koalicję z PiS, a w innym z obecną koalicją rządową.

Kampanie w wyborach na prezydentów dużych miast również nie rozpalają tak emocji jak ponad pięć lat temu. Od naszych rozmówców z KO – ale też z PiS – słyszymy, że badania mówią o wygranej Rafała Trzaskowskiego w I turze w Warszawie. – Bocheński ma wynik zbliżony do wyniku PiS w stolicy z październikowych wyborów, czyli ok. 20 proc., a Biejat ok. 14 proc., bo na nią głosują liberalni wyborcy, którzy chcę pokazać żółtą kartkę Trzaskowskiemu – zauważa nasz rozmówca z PiS.

Od rozmówców z różnych stron politycznej sceny słyszymy, że najciekawszy pojedynek będzie w Krakowie – tam wszystko jest możliwe. Ani Łukasz Gibała, ani popierany przez KO Aleksander Miszalski nie mają pewności, że wejdą do II tury. ©℗