Koalicja Obywatelska w euforii, PiS chce budować rząd, Trzecia Droga świętuje, Lewica z poczuciem niedosytu, a Konfederacja uznaje klęskę.

Reporterzy DGP byli obecni w sztabach wszystkich partii, które według badania exit polls IPSOS będą miały swoją reprezentację w nowej kadencji Sejmu.

PiS nie odpuści

Jarosław Kaczyński zapowiadał niespodzianki na kolejne dni / PAP / fot. Paweł Supernak/PAP

– Mamy pierwsze wyniki, które dają czwarte zwycięstwo w dziejach naszej partii w wyborach parlamentarnych i trzecie po kolei – mówił lider Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński tuż po ogłoszeniu wyników badania exit poll, które dawało partii 200 mandatów w Sejmie i 36,8 proc. poparcia. Ale jednocześnie dał jasny sygnał, że pierwsze miejsce w wyborach nie musi oznaczać kolejnej kadencji rządu PiS. – Przed nami pytanie, czy sukces będzie można zmienić w kolejną kadencję i tego nie wiemy. Musimy wiedzieć, bez względu, czy będziemy przy władzy, czy w opozycji, to ten projekt będziemy realizować i nie pozwolimy, by Polskę zdradzono – mówił Kaczyński. Choć tuż przed jego wystąpieniem sztab skandował „dziękujemy!” i „Jarosław!”, to jeszcze przed ogłoszeniem exit poll na wieczorze wyborczym panowały stonowane nastroje. – Chyba pozamiatane – tak wynik skomentował nieoficjalnie polityk PiS. – Konfederacja ma beznadziejny wynik. Gdyby mieli 20 mandatów, moglibyśmy dalej rządzić z nimi – mówił.

Zapowiadana bardzo wysoka frekwencja spowodowała, że choć pierwsze miejsce wydawało się pewne, to coraz wyraźniej rysował się scenariusz, w którym większość będzie mieć opozycja. – Wydaje się, że idzie zmiany władzy. Taki jest nastrój w powietrzu. Chociaż jeszcze zobaczymy; na Słowacji dwa tygodnie temu ostateczne wyniki były inne niż exit poll – mówił jeden z polityków. Kaczyński nie pozostawił wątpliwości, że PiS nie odpuści. – Przed nami dni walki i napięć, ale finał w postaci kontynuacji naszego programu będzie naszym i przede wszystkim polskim zwycięstwem – zapowiadał. W wystąpieniu nie było mowy o tym, co teraz zrobi Andrzej Duda, od którego zależy decyzja, komu powierzyć misję tworzenia rządu. Nie ma jednak wątpliwości, że PiS poczeka na ostateczne wyniki i spróbuje podejść do budowania koalicji, a przynajmniej będzie to utrudniał opozycji.

Euforia w KO

W sztabie Koalicji Obywatelskiej zaraz po opublikowaniu exit poll nastąpił wybuch radości. Lider ugrupowania Donald Tusk stwierdził wprost: – Zrobiliśmy to! Jestem od wielu lat politykiem, nie byłem nigdy tak szczęśliwy z drugiego miejsca, wygrała Polska, wygrała demokracja! To koniec rządów PiS – obwieścił były premier. Zapowiedział też, że wspólnie z innymi ugrupowaniami opozycyjnymi stworzony zostanie „nowy, dobry, demokratyczny rząd”. – Od jutra przygotowujemy się do wyborów samorządowych – dodał Rafał Trzaskowski, prezydent stolicy. Wyniki exit poll podane tuż po zamknięciu lokali wróżyły KO 163 miejsca w Sejmie. Politycy spodziewają się, że prezydent Andrzej Duda i tak powierzy misję formowania rządu PiS, które miało wziąć 200 mandatów. – Niech robi, jak chce. W pierwszym kroku PiS polegnie, a w drugim inicjatywę przejmuje Sejm. I wtedy powołamy rząd – zapewnia rozmówca DGP.

Niektórzy rozmówcy z KO podchodzili jednak do wyników badania z pewnym dystansem. – Wiele osób odmawiało odpowiedzi, mamy pewnie niedoważoną frekwencję, pytanie też o wyniki w poszczególnych okręgach. To może też tłumaczyć tak niski, przynajmniej na razie, wynik Konfederacji – ocenia. Nastroje po stronie opozycji były wyczuwalnie lepsze niż w PiS już wczoraj w środku dnia. Nasi rozmówcy z KO dość szybko nabrali przekonania, że frekwencyjne wzmożenie bardziej pomaga im niż rządzącym. – Porównałem frekwencję według wielkości gmin. Na wsiach do 5 tys. mieszkańców spadła, a w większych gminach wzrastała – mówił nam wczoraj po południu rozmówca związany z KO. Podobnie na opozycji oceniano wzrosty frekwencji w skali województw. Zwracano uwagę na niewielki przyrost w regionach, w których PiS jest silny. Na Podkarpaciu według stanu na godz. 17 frekwencja wzrosła w porównaniu z 2019 r. o 9,5 pkt proc., podczas gdy w Zachodniopomorskiem – o 13,5 pkt proc.

Koalicyjny czarny koń

Trzecia Droga, mimo przedwyborczych wątpliwości, czy uda jej się przekroczyć 8-proc. próg przeznaczony dla koalicji, zapowiadała, że będzie czarnym koniem tych wyborów i swoją obietnicę dotrzymała. Koalicja Polski 2050 i Polskiego Stronnictwa Ludowego zorganizowała wieczór wyborczy w centrum konferencyjnym The Hub na warszawskiej Woli. Większość uczestników z rezerwą i na chłodno przyjmowała wszelkie kalkulacje przed ogłoszeniem wyników. Politycy TD spokojnie przechadzali się wśród gości, a atmosfera, zwłaszcza jak na temperaturę kampanii, była taka jak kampania w wykonaniu tej koalicji – poprawna, ułożona, bez nagłych zrywów.

– Zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić w tej kampanii, żeby przekonać do naszego programu Polaków, reszta w ich rękach – mówił DGP warszawski radny, kandydat TD Jan Strzeżek. A wyborcy dali Trzeciej Drodze duży kredyt zaufania – według sondażowych wyników to 13 proc. poparcia, co ma się przełożyć na 55 mandatów. Szymon Hołownia określił koalicję jako „kotwicę demokracji”, a prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz dodawał, że wygrana opozycji nie byłaby możliwa, gdyby nie sukces TD. – To dzień wielkiej zmiany, która następuje w Polsce – mówił lider ludowców. Politycy bloku podkreślają jednak, że czekają na oficjalne wyniki, zwłaszcza na głosy z zagranicy, które w ich opinii mogą jeszcze poprawić ich rezultat.

Lewica liczyła na więcej

O godz. 21 na scenie w kształcie serca pojawili się wspólnie liderzy Lewicy: Włodzimierz Czarzasty, Adrian Zandberg, Małgorzata Biejat i Joanna Scheuring-Wielgus. – Osiem lat temu był taki moment, w którym Lewica wypadła z parlamentu. Mam dwie olbrzymie satysfakcje: że razem wróciliśmy do parlamentu, a teraz po 18 latach wspólnie wracamy do współrządzenia. I chcę wam powiedzieć, że nikt nam tego nie zabierze. Nasze postulaty będą wprowadzane w życie – zapowiadał Czarzasty. – Bez Lewicy nie będzie przyszłego rządu. A my jesteśmy gwarancją praw kobiet, świeckiego państwa, mieszkań na wynajem. I tego będziemy pilnowali – wtórowała mu Scheuring-Wielgus.

Według exit poll Lewica otrzymała 8,6 proc. głosów, co przełoży się na 30 mandatów w Sejmie. W nieoficjalnych rozmowach przedstawiciele Lewicy przyznawali jednak, że apetyt był dużo większy. Politycy zgodnie podkreślali, że za sukces można byłoby uznać każdy wynik lepszy od uzyskanego cztery lata temu (wówczas komitet Sojuszu Lewicy Demokratycznej wywalczył 12,6 proc. i 49 mandatów), choć ze względu na wysoką polaryzację do zaakceptowania byłby każdy wynik dwucyfrowy. To się jednak nie udało. Jak jednak zgodnie przyznają nasi rozmówcy, nadzieję daje im fakt, że oficjalny wynik może się różnić od badań exit poll z godz. 21. I nie jest to nadzieja płonna: w 2019 r. ostateczny wynik tego obozu urósł o prawie 0,7 pkt proc.

Minorowa Konfederacja

W sztabie Konfederacji przed ogłoszeniem wyników exit poll czuć było napięcie. Przed wejściem do wynajętego klubu przy ul. Kolejowej w Warszawie wianuszek działaczy odpalał papierosa za papierosem. Wszyscy mieli w pamięci wynik poprzednich wyborów, gdy sondaże przedwyborcze wskazywały, że partia może nie wejść do Sejmu, ale dzień wyborów zmienił tę sytuację. W samym sztabie nastroje były jednak raczej minorowe. – Ponieśliśmy porażkę, mieliśmy wywrócić ten stolik i wygląda na to, że to się nie udało – przyznawał lider Konfederacji Sławomir Mentzen w przemówieniu do zwolenników zgromadzonych w sztabie. Według badania exit poll skrajna prawica uzyskala zaledwie 6,2 proc., co oznacza, że będzie miała 12 mandatów.

Nie udało się więc nawet zdobyć 15 miejsc potrzebnych do założenia klubu parlamentarnego, co pozwoliłoby samodzielnie skladać projekty ustaw. – Toczyliśmy nierówną walkę przeciwko wszystkim – ocenił Mentzen. – Przy stoliku dalej siedzą PiS, Platforma, Lewica oraz PSL. Będziemy psuć samopoczucie pozostałym partiom, niezależnie od tego, ilu ludziom się to nie podoba – zaznaczył. – Nam nie wolno się poddać – apelował Krzysztof Bosak, drugi współprzewodniczący partii. Zapowiedział też, że Konfederacja zacznie się przymierzać do kampanii przed planowanymi wyborami samorządowymi. Po przemówieniach działacze smętnie przepływali do klubowego baru. ©℗