PiS czeka na decyzję Senatu w sprawie komisji dotyczącej wpływów Rosji, ale w partii rządzącej wyraźnie opadł zapał do jej powołania.

Większość Polaków jest przeciwna rozpoczęciu prac speckomisji ds. badania wpływów rosyjskich na polską politykę. Takiego zdania jest 53 proc. badanych, jak wynika z ankiety United Surveys dla DGP i RMF FM.

– Na tym etapie nie nazwałbym jeszcze zgliszczami tej idei, ale uczynienie z tej komisji głównej osi kampanii wydaje się niemożliwe – zauważa prof. Rafał Chwedoruk, politolog z UW.

W PiS słychać obawy, że odmrożenie projektu może bardziej zmobilizować wyborców opozycji niż PiS. Nie można wykluczyć żadnego wariantu, włącznie z tym, że organ ten nie powstanie. Senat ma przegłosować nowelizację ustawy o komisji na tym posiedzeniu, ale możliwe, że tak wykorzysta kruczki proceduralne, że do Sejmu trafi ona dopiero na początku przyszłego. – Dalsze decyzje będą podejmowane po tym, jak prezydent podpisze ustawę – mówi nam polityk PiS.

Czy zgadzasz się z tym, żeby powołana przez Sejm Komisja ds. badania wpływów rosyjskich na polską politykę w latach 2007-2022 zaczęła działać? / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe

Lex Tusk

W naszym najnowszym sondażu dotyczącym komisji, jaka ma powstać na podstawie ustawy określanej jako lex Tusk, widać, że w dużej mierze nastawienie do tematu zależy od preferencji politycznych. Powołania komisji oczekiwałoby trzy czwarte wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Wśród sympatyków opozycji dokładnie taki sam odsetek jest przeciwnego zdania. Najważniejszy wniosek: 53 proc. badanych ogółem nie chce, by komisja zaczęła prace.

Różne spojrzenia

– Te wyniki świadczą, że wyborcy wahający się lub niezainteresowani tematem mają ocenę sytuacji zbliżoną do opozycji. Bo te 53 proc. to więcej niż zsumowane poparcie dla opozycyjnych partii – zauważa prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – PiS chyba wie, że uczynienie z tej sprawy głównej osi kampanii wydaje się niemożliwe, bo teraz dużo więcej wysiłku wkłada w temat referendum migracyjnego – dodaje.

– Z tych badań jasno wynika, że pomysł komisji nie sprowadza się do tego, by cokolwiek wyjaśnić, ale by PiS zmobilizował swój elektorat tuż przed wyborami – mówi Miłosz Motyka z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

– To, że ponad połowa Polaków jest przeciwna komisji, pokazuje wielką porażkę obozu rządzącego. Swoją amatorską ustawą skutecznie zniechęcił społeczeństwo do badania wpływów rosyjskich, które niewątpliwie są obecne w polskiej polityce – dodaje Arkadiusz Myrcha z Platformy Obywatelskiej.

Z PiS dochodzą co najmniej niejednoznaczne sygnały odnośnie do tego, czy komisja powstanie. Drugie życie temu tematowi parę dni temu zapewnił Antoni Macierewicz, były minister obrony. – Jest już przygotowany skład personalny komisji ds. badania rosyjskich wpływów oraz cała struktura działania. Mam nadzieję, że jej powołanie to kwestia najbliższego tygodnia – powiedział. PiS jednak cały czas nie zdradza nazwisk ani nawet tego, czy rzeczywiście wstępny skład skompletowano.

Z dużo większą rezerwą wypowiada się nasz rozmówca z otoczenia premiera. – Wynik badania świadczy o klasycznej polaryzacji. Nasz elektorat interesuje to, jakie były uwarunkowania „resetu” z Rosją, a elektorat opozycji traktuje to jako narzędzie uprawiania polityki – mówi. Przyznaje, że ta komisja „nie ma już chyba aż takiego znaczenia”.

Znaki zapytania

Nad losami komisji nadal stoi kilka znaków zapytania. Przede wszystkim to, kiedy zostanie przyjęta prezydencka nowelizacja ustawy. Senat sypie piach w legislacyjne tryby ustawy. Chce uniemożliwić rozpatrzenie swojego weta jeszcze na tym posiedzeniu Sejmu.

Samo stanowisko większości senackiej z opozycji jest oczywiste – ustawa zostanie odrzucona. Wszystkie zamówione opinie prawników były wobec niej krytyczne. Ale, jak wynika z naszych informacji, senatorowie do ostatka wykorzystają możliwość przeciągania prac nad ustawą.

Nasi rozmówcy nie wykluczają wręcz, że komisja nie powstanie

Sejm uchwalił ustawę 16 czerwca. Zgodnie z prawem Senat na rozpatrzenie propozycji Sejmu ma 30 dni. – Planowo głosowania są przewidziane na czwartek wieczór, ale mogą się opóźnić do piątku, w związku z tym najbardziej prawdopodobny termin przesłania ustawy do Sejmu to poniedziałek – mówi nasz rozmówca z Senatu.

Różnica kilku dni ma takie znaczenie, że trwające posiedzenie Sejmu zakończy się w czwartek lub piątek. Kolejne jest przewidziane na 28 lipca. Marszałek Sejmu Elżbieta Witek może przedłużyć obecne posiedzenie do przyszłego tygodnia albo zwołać kolejne przed 28 lipca. Ostatnia opcja to czekanie do posiedzenia planowanego na koniec miesiąca.

Papierek lakmusowy

Komisja i tak złapała już opóźnienie. Zgodnie z pierwotną ustawą w ciągu dwóch tygodni od jej uchwalenia kluby miały pokazać kandydatów. Nie zrobił tego nawet PiS. Wybór miał się dokonać na pierwszym posiedzeniu po ogłoszeniu list.

Decyzja marszałek dotycząca tego, jak szybko Sejm zajmie się senackim wetem do prezydenckiej nowelizacji, będzie jednak papierkiem lakmusowym podejścia PiS do komisji. A widać, że mimo początkowego zapału do jej uruchomienia obecnie w partii rządzącej nie brakuje osób, które widzą w związku z nią więcej problemów niż atutów.

– Nie można zbyt mobilizować tą sprawą wyborców opozycji, trzeba natomiast różnymi sposobami pokazać prawdę o Tusku – mówi nasz rozmówca z obozu rządowego.

Część polityków PiS boi się, że podobnie jak było przed 4 czerwca, gdy odbył się w Warszawie masowy protest zorganizowany przez Koalicję Obywatelską, kolejne kroki w powołaniu komisji będą dawały polityczne paliwo opozycji, a nie rządzącym.

– W sprawie referendum migracyjnego niezdecydowani mają podobne zdanie do nas, a sprawa komisji ich nie rusza – podkreśla nasz rozmówca. Więc gdy Antoni Macierewicz zapowiadał, że PiS ma już gotową listę kandydatów do komisji, to rzecznik partii Rafał Bochenek nie kwapił się, by to potwierdzać. Nasi rozmówcy nie wykluczają wręcz, że komisja nie powstanie. ©℗

Powołana przez Sejm Komisja ds. badania wpływów rosyjskich na polską politykę w latach 2007-2022 powinna zacząć działać / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe