Mularczyk podczas prezentacji w Zamku Królewskim podkreślił, że podobnie jak liczono utracone PKB ofiar, tak samo przeliczano je w stosunku do tych, którzy wojnę przeżyli.

"Przyjęliśmy założenie, że osoby o ciężkich uszkodzeniach ciała i osoby poważnie chore pracowały, stosownie do ogólnych wskaźników zatrudnienia, i osiągały połowę wydajności wynagrodzeń ludzi zdrowych" - mówił Mularczyk. "Druga połowa wynagrodzeń była utracona i zaliczona przez nas do skutków działań Niemców" - dodał.

Jak podkreślał, zrabowano 196 tys. dzieci. "Ponieważ 15–20 procent z nich odzyskano, pomniejszyliśmy wyjściową liczbę o 20 procent, przyjmując 157 tys. za liczbę zrabowanych" - dodał.

Reklama

"Straty ich przyszłych wynagrodzeń były szacowane w całym cyklu życia, z podziałem na płeć i z uwzględnieniem aktywności zawodowej" - wskazał Mularczyk. "Robotnicy przymusowi byli zatrudniani w wielu gałęziach gospodarki, przede wszystkim w rolnictwie, w przemyśle, zwłaszcza zbrojeniowym oraz przy naprawach dróg i torów kolejowych. Wiele kości polskich robotników znajduje się pod niemieckimi autostradami - musimy mieć tego świadomość. Szacuje się, że pod koniec wojny stanowili oni około jednej czwartej siły roboczej w Niemczech" - dodał.

"Na potrzeby naszych obliczeń przyjmujemy, że 15 procent robotników przymusowych straciło życie na skutek przepracowania, braku opieki zdrowotnej, niedożywienia i złych warunków pracy, wreszcie przemocy w miejscu pracy i represji ze względu na narodowość. Większość robotników przymusowych stanowiły osoby młode, od 15. do 24. roku życia, dlatego na potrzeby obliczeń przyjmujemy wynagrodzenie właściwe tej grupy wiekowej. Łącznie daje to dodatkową kwotę ok. 500 mld zł" - poinformował. (PAP)

gb/ rbk/ mml/ godl/