- Podoba mi się, że nakłady na armię mają wzrosnąć. W projekcie ustawy o obronie ojczyzny brakuje wsparcia polskiego przemysłu obronnego - mówi Paweł Bejda, poseł PSL, członek sejmowej komisji obrony - Jak prezydent trochę bronił Wojska Polskiego przed ministrem Macierewiczem czy Sztabu Generalnego przed złymi nominacjami, tak trochę może przyczyni się do poprawy tego projektu - mówi Tomasz Siemoniak, poseł PO, były minister obrony
Jak pan ocenia projekt ustawy o obronie ojczyzny zaprezentowany przez Prawo i Sprawiedliwość?
Przede wszystkim podoba mi się to, że nakłady na armię mają wzrosnąć. Pozytywnie oceniam też rozwiązania dotyczące szczegółów służby wojskowej m.in. pierwszeństwa w powołaniu do zawodowej służby wojskowej żołnierzy, którzy odbyli służbę dobrowolną, oraz to, że byli wojskowi mają mieć pierwszeństwo w zatrudnianiu w administracji publicznej. Dobrym rozwiązaniem jest też stworzenie systemu obrony prawnej dla żołnierzy zawodowych, którzy zostali poszkodowani czy są skarżeni za wydarzenia wynikłe podczas służby. Nie budzi też mojego sprzeciwu to, by armia liczyła 300 tys. żołnierzy…
Choć to w ustawie się nie znalazło, a padło jedynie w zapowiedziach na konferencji prasowej.
Dokładnie tak i dlatego złożyłem interpelację do ministra obrony narodowej. Prawo i Sprawiedliwość nadmuchało balonik, ale konkretów brak. Dziś w ustawie o przebudowie i modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP jest wyraźnie zapisane, że etatów żołnierzy może być do 200 tys., w tym zawodowych 150 tys. A teraz mamy projekt ustawy, która ma tamten dokument zastąpić, a nie znajdziemy w nim fragmentu o liczbie żołnierzy. Bez ustawowego progu liczebności armii można sobie wyobrazić sytuację, w której PiS zamiast zwiększać armię, będzie ją zmniejszał.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.