Wybory prezydenta miasta były dla opozycji okazją do przełamania hegemonii Zjednoczonej Prawicy, dla PiS testem na trwałość koalicji
Gdy okazało się, że ustępujący prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc poparł Marcina Warchoła z Solidarnej Polski, wydawało się, że to duże wzmocnienie dla kandydata. W podobny sposób wybory we Wrocławiu wygrał Jacek Sutryk, namaszczony przez ustępującego Rafała Dutkiewicza. Tyle że Sutryk był jego współpracownikiem w ratuszu, co sugerowało naturalną kontynuację dotychczasowej polityki. A wskazanie Ferenca było zaskoczeniem, nawet dla jego urzędników.
Namaszczenie nie gwarantuje sukcesu
– Wiceminister Warchoł jest osobą z zewnątrz. On może mówić, że ma tu mieszkanie, tu poznał żonę itd. Ale jak się prześledzi jego życiorys, to jednak bardziej jest związany z Warszawą, a sam pochodzi z Mińska. Jest z Solidarnej Polski, a działania jej lidera Zbigniewa Ziobry budzą kontrowersje wśród opinii publicznej. To wszystko powoduje, że nawet namaszczenie przez prezydenta Ferenca niespecjalnie było w stanie przebić się przez te wady. Sam prezydent był też obiektem krytyki w kampanii i magia tego nazwiska przestała działać – tłumaczy prof. Tomasz Koziełło z Instytutu Nauk o Polityce na Uniwersytecie Rzeszowskim.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.