Biuro Polityki Międzynarodowej to nowa instytucja, za pomocą której prezydent ma realizować swoją politykę zagraniczną. To znacząco wzmocni jego rolę, jeśli chodzi o sprawy międzynarodowe. Do tej pory ośrodek prezydencki wiódł prym w sprawach bezpieczeństwa i w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, co wynikało z faktu, że za Atlantykiem to właśnie głowa państwa jest naturalnym partnerem do rozmów. Teraz polski prezydent dostanie instrument do realizowania własnej agendy we wszystkich stolicach, w których Polska ma swoje placówki dyplomatyczne. Będzie mógł bowiem skierować do nich swoich wysłanników w randze ambasadorskiej.
Nad powołaniem biura pracuje prezydencki minister Krzysztof Szczerski, który po kadrowych zmianach w Pałacu Prezydenckim przestał być szefem gabinetu prezydenta, a stał się pełnomocnikiem odpowiadającym za stworzenie nowego ośrodka. I to on ma zostać pierwszym szefem biura. Biuro ma powstać do końca kwietnia.
Ośrodek prezydencki wzmocniła nowa ustawa o służbie zagranicznej. To ona daje możliwość powoływania na polskich placówkach za granicą specjalnych przedstawicieli prezydenta w randze ambasadorskiej. – Takie rozwiązanie istnieje w innych krajach, ale do tej pory nie było go u nas. Prezydent będzie mógł nadawać różnym osobom funkcję swoich przedstawicieli. Będą mieli za zadanie pilotować jakiś problem albo będą odpowiadali za przygotowanie jakiegoś wydarzenia. W sprawie współpracy i wykorzystania tych instrumentów zostanie podpisana umowa między MSZ a Kancelarią (Prezydenta – red.) – wyjaśnia Szczerski.
Na razie Pałac nie zdradza personaliów, tylko dziedziny, w jakich wysłannicy prezydenta mają działać: od spraw klimatycznych, przez prawa człowieka, po kwestie bieżące. – Jeśli gdzieś pojawia się konflikt i ktoś prosi nas o wsparcie, to w takim przypadku sprawdzić się może właśnie taki przedstawiciel – mówi prezydencki minister. I dodaje, że w związku z przejmowanym od przyszłego roku przewodnictwem Polski w OBWE prezydent może delegować swoich ludzi właśnie do spraw, którymi zajmuje się ta organizacja.
Ustawa o służbie zagranicznej daje także prezydentowi możliwość delegowania do pracy w Kancelarii Prezydenta pracowników MSZ. Ma to pomóc w koordynowaniu polskiej polityki zagranicznej.
Ustawa wejdzie w życie na początku czerwca. Nowe przepisy regulujące zasady powoływania i działania dyplomatów budziły duże kontrowersje w czasie prac nad nimi, w szczególności zniesienie obowiązku posiadania wyższego wykształcenia i znajomości języków obcych przez osoby, które jadą na placówkę. Padały także zarzuty o upolitycznienie służby zagranicznej.
Krytyczny wobec ustawy jest senator PO i były dyplomata Marcin Bosacki, który także negatywnie ocenia możliwość powoływania ambasadorów przez prezydenta. W jego ocenie ambasadorowie prezydenccy wprowadzą jedynie zamieszanie na placówkach i utrudnią dyplomację zamiast ułatwić jej prowadzenie. – Konstytucja mówi jasno, że politykę zagraniczną prowadzi rząd, przede wszystkim Ministerstwo Spraw Zagranicznych. PiS to centrum polskiej polityki zagranicznej rozmontowało, najpierw zabierając z MSZ częściowo sprawy polonijne, potem w całości dyplomację ekonomiczną, a w końcu przenosząc całą politykę europejską do kancelarii premiera – mówi.
Prezydenccy ambasadorowie nie będą wchodzić w skład służby zagranicznej. A więc w przeciwieństwie do ambasadorów powoływanych na wniosek MSZ nie będą musieli przechodzić wielostopniowej procedury naboru. Do niej ustawa o służbie zagranicznej wprowadza dodatkowo konieczność zaopiniowania kandydata na ambasadora przez specjalnie do tego powołany konwent, w skład którego wejdą minister spraw zagranicznych, szef służby zagranicznej (nowe stanowisko) oraz przedstawiciele prezydenta i premiera. Zwyczajowo przed powołaniem ambasadora jego kandydaturę opiniuje też komisja spraw zagranicznych w parlamencie. Z tego zwolnieni będą wysłannicy prezydenta. Brak możliwości opiniowania ambasadorów w ocenie Bosackiego to pierwszy problem z prezydenckimi ambasadorami. Drugi polega na tym, jak będą odbierani w kraju przyjmującym. – Będą wyrazy zdziwienia, kim są ci prezydenccy ambasadorowie i kto właściwie jest partnerem do rozmów – mówił.
Nie wszyscy w PiS są też przekonani do tego pomysłu. Były minister spraw zagranicznych, a obecnie europoseł Witold Waszczykowski pytany o prezydenckich ambasadorów na polskich placówkach mówi: „Sam jestem ciekaw, jak to będzie funkcjonowało w praktyce”.
Współpraca Grzegorz Osiecki