– Emisja obligacji to realny scenariusz, pytanie dotyczy jednak kalkulacji kosztów i korzyści – mówi ekonomista w rozmowie z DGP. Jak tłumaczy, kluczowa jest struktura wydatków. Skoro ok. 80 proc. środków ma zostać wydane w kraju, rząd potrzebuje złotówek, a SAFE to pożyczka w euro. – Rząd pożycza euro i idzie z nim do NBP, który pełni rolę kantoru. Wymienia walutę na złotówki, korzystając z przywileju emisji pieniądza – wyjaśnia.
W tym modelu NBP inwestuje otrzymane euro w zagraniczne aktywa. – Oprocentowanie uzyskiwane przez bank centralny jest zbliżone do kosztu SAFE. Te wartości w dużej mierze się neutralizują – dodaje.
Przy emisji obligacji krajowych odsetki pozostają w Polsce (poza częścią kupioną przez inwestorów zagranicznych), ale część zysków banków – ok. 20 proc. – wypływa za granicę jako dywidendy. To koszt makroekonomiczny. W wariancie SAFE banki również zyskują – poprzez wzrost płynności i oprocentowane rezerwy w NBP. – Bank centralny płaci od rezerw stopę referencyjną. Efekt dla sektora bankowego jest podobny jak przy obligacjach. Różnica polega na tym, że obligacje są nieco wyżej oprocentowane, więc banki zarobiłyby na nich trochę więcej – tłumaczy Możdżeń.
Przewaga SAFE
W ocenie ekonomisty przy wydatkach krajowych różnice są „marginalne”. Wyraźniejsza przewaga SAFE pojawia się przy zakupach zagranicznych (pozostałe 20–30 proc. budżetu), gdzie pożyczka z UE jest po prostu tańsza niż emisja własnych euroobligacji. Możdżeń za nietrafiony uznaje argument o ryzyku kursowym. – Mamy naturalne zabezpieczenie. Jeśli złoty się osłabia, rośnie wartość euro trzymanego przez NBP. To się bilansuje w zasadzie w 100 proc. – mówi.
Zdaniem Możdżenia debata wokół SAFE jest w dużej mierze polityczna. – Rzecz techniczna urosła do rangi problemu narodowego przez niezrozumienie realnych przepływów. SAFE to nie manna z nieba, a minimalnie korzystniejsze rozwiązanie dzięki atrakcyjnemu oprocentowaniu. To nie są kwoty, które wywrócą państwo – zaznacza ekspert. W jego ocenie ewentualne weto prezydenta oznaczałoby po prostu powrót do finansowania zbrojeń obligacjami krajowymi. – Z makroekonomicznego punktu widzenia ważniejsze od pytania o formę finansowania zakupów zbrojeniowych jest pytanie o ich skalę i poziom uzależnienia od importu, bo to ten aspekt tworzy realny koszt dla gospodarki krajowej – wskazuje.