Po ogłoszeniu wyników Pełczyńska-Nałęcz wezwała Hennig-Kloskę do współpracy. „Dziękuję Paulinie za pozytywną kampanię i uczciwą konkurencję. Kampania była długa, ale wartościowa, i pokazała zaangażowanie naszych ludzi. Wyborcy oczekują od nas jedności i odpowiedzialności (…). Połączmy siły, by budować jedną wizję silnej Polski 2050. Cieszę się, że Paulina będzie w tym procesie uczestniczyła” – napisała na partyjnym czacie.

Rada Krajowa problemem dla Pełczyńskiej-Nałęcz. Nie ma większości

Nowa przewodnicząca ma przed sobą trudne zadanie. – Paulina wystartowała rzutem na taśmę, bez konkretnego planu, a przegrała o włos. To pokazuje, że w partii są dość duże wątpliwości co do przywództwa Katarzyny – mówi jeden z polityków Polski 2050. Sukces przybliża Pełczyńską-Nałęcz do zarządzania partią po swojemu, ale nie oznacza władzy absolutnej.

Największym wyzwaniem będzie zdobycie poparcia Rady Krajowej, która podejmuje kluczowe dla ugrupowania decyzje. Obecnie nowa przewodnicząca nie ma w niej większości, a wybory do RK odbędą się dopiero za trzy lata. – Teoretycznie przewodnicząca jest egzekutorką woli Rady Krajowej. Z tym, że to ona zwołuje posiedzenia. Może być tak, że choć Katarzyna nie będzie miała poparcia rady, to będzie rządzić sama, nie angażując w ten proces najważniejszego organu partii – wyjaśnia jeden z naszych rozmówców.

Pełczyńska-Nałęcz marzy o fotelu wicepremiera. "Donald Tusk jej nie ufa"

Statut ugrupowania przewiduje jednak pewne ograniczenia. Decyzje o ewentualnym wyjściu z rządu czy partyjnym namaszczeniu kandydata na wicepremiera muszą zostać zatwierdzone przez Radę Krajową. – Katarzyna co prawda już wcześniej, dzięki Szymonowi, uzyskała zgodę RK na starania o tekę wicepremierki, ale nie mam pewności, że gdyby teraz o nią wystąpiła, to by ją dostała – ocenia członek Rady Krajowej. A tytuł wicepremiera jest dla Pełczyńskiej-Nałęcz sprawą niezwykle istotną. O tekę bezskutecznie ubiega się od kilku miesięcy. – Donald Tusk najwyraźniej nie ma do niej zaufania i zwyczajnie za nią nie przepada. Jednocześnie widać, jak bardzo jej na tym zależy. Mówi o tym, jakby to miało być apogeum jej kariery politycznej. Jest na tym punkcie absolutnie zafiksowana – stwierdza nasz rozmówca.

"Ciocia Kasia" i X. Nowa przewodnicząca stawia na media społecznościowe

Największym wyzwaniem dla nowej przewodniczącej będzie jednak odzyskanie zaufania wyborców i odbicie od sondażowego dna. W wewnętrznej kampanii Pełczyńska-Nałęcz podkreślała swój wizerunek w mediach społecznościowych. Prezentowała się jako osoba stanowcza, walcząca o sprawy obywatelskie. Metoda ta nie przekonuje członków ugrupowania. – Jest święcie przekonana, że stoi za nią jedna trzecia polskiego X, że na tym zbuduje naszą kampanię wyborczą, że stamtąd zbierze wyborców. Wielokrotnie powtarzała, że ludzie ją uwielbiają, a we wpisach nazywają ją „ciocią Kasią” – słyszymy od członka partii. Jej rywale uważają jednak, że poza X się nie przebija. – Nie ma w sobie politycznej serdeczności, nie umie rozmawiać z ludźmi. Myślę, że na tym się nic nie zbuduje w wyborach – ocenia krytycznie polityk ugrupowania.

Polska 2050 nie wyjdzie z koalicji. "To zła interpretacja"

W mediach pojawiają się spekulacje, że następczyni Szymona Hołowni może próbować szachować koalicję, grożąc wyjściem z rządu. Nasi rozmówcy są innego zdania. – Katarzyna nigdy nie miała takiego planu. Po prostu chce wykorzystać wszystkie możliwe sposoby, by zagrać Tuskowi na nosie. Myśli, że na tym coś zyska politycznie – tłumaczy członek Polski 2050. Jak dodaje, większość parlamentarzystów ugrupowania – także tych wspierających Pełczyńską-Nałęcz – jest za tym, żeby w rządzie pozostać.

Szymon Hołownia zakładnikiem własnych słów. "Nie ma z kim odejść"

Tymczasem Hołownia, który od tygodni straszył odejściem z partii, znalazł się w kłopotliwej sytuacji. Przed wyborami twierdził, że nie widzi dla siebie miejsca ani w Polsce 2050 zarządzanej przez Hennig-Kloskę, ani przez Pełczyńską-Nałęcz. W kuluarach mówiło się, że w ślad za nim może pójść 11 posłów. – On nie ma z kim odejść. Te 11 osób uzależniało odejście nie od tego, czy Szymon to zrobi, tylko od tego, czy wygra Paulina. A że wygrała Katarzyna, to powodu do odejścia już nie mają – słyszymy od członka ugrupowania. Jak mówi jeden z naszych rozmówców, to właśnie groźby Hołowni mogły przynieść zwycięstwo Pełczyńskiej-Nałęcz. – Obawa przed rozpadem partii i szantaż emocjonalny Szymona, jego wypowiedzi i listy, gdzie – co prawda nie wprost, ale gdzieś między wierszami poparł Katarzynę – mogło przekonać te 41 wahających się osób – opowiada członek partii.

Hennig-Kloska przegrała, ale ma poparcie klubu

Z kolei Paulina Hennig-Kloska choć przegrała, też może mieć powody do zadowolenia. W trakcie kampanii zyskała w partii duże poparcie. Niektórzy jednak powątpiewają. – Paulina jest nudna, spokojna i przewidywalna. Część osób głosowała na nią, nie dlatego, że wierzyła, że będzie świetną przewodniczącą, a dlatego, że nie chcieli zwycięstwa Katarzyny – ocenia polityk Polski 2050.

Hennig-Kloska ma jednak za sobą istotny kapitał – jak mówi jeden z posłów Polski 2050 – popiera ją „połowa, a może nawet większość członków klubu parlamentarnego”. – Paulina będzie współpracować z Katarzyną w zarządzie partii, powie swoim ludziom, żeby grali do jednej bramki. Będzie jednak aktywnie wyrażać swoje niezadowolenie z działań Pełczyńskiej. Paulina jest bardziej doświadczona politycznie i wie, kiedy należy odpuścić i usiąść do stołu. Uważa, że teraz jest za słaba, żeby robić problemy – wyjaśnia.

Kto odejdzie z Polski 2050? Trzy nazwiska

Choć Pełczyńska deklaruje jedność, w kuluarach mówi się o trzech posłach, którzy mogą nie wytrzymać nowej rzeczywistości w partii. Pierwsza na liście jest Ewa Szymanowska. – Ewa od początku mówiła wprost, że z Pełczyńską współpracować nie będzie. I myślę, że nie zamierza zmieniać zdania – mówi nasz rozmówca. Kolejną osobą, która może zrezygnować z członkostwa w partii jest Aleksandra Leo. – Została niesłusznie oskarżona o wynoszenie informacji do mediów. Jej klubowi koledzy okrzyknęli ją zdrajczynią i publicznie ukrzyżowali. Myślę, że będzie szukała dla siebie nowego miejsca - nie dlatego, że chce, tylko dlatego, że ci ludzie nie będą chcieli z nią pracować – wyjaśnia.

Podium zamyka Ryszard Petru. Choć formalnie jeszcze w partii, w kuluarach mówi się, że część członków ugrupowania czeka aż dostarczy im powód, by złożyć wniosek o wykreślenie go z ugrupowania. – Czekają tylko na jakąś jego akcję, a potem powiedzą, że zbierają podpisy. I znajdzie się oczywiście wystarczająca liczba osób, która się pod takim wnioskiem podpisze – słyszymy.