320 tysięcy stron w 1600 tomach – o co chodzi w sprawie?

Sędzia z Olsztyna Olgierd Dąbrowski-Żegalski stanął przed zadaniem, które może przejść do historii wymiaru sprawiedliwości – musi zapoznać się z aktami liczącymi… 320 tys. stron. Mieszczą się w 1600 tomach. Jeśli mu się uda, pobije rekord, którego nikt oficjalnie jeszcze nie ustanowił – donosi Wirtualna Polska.

450 mln zł i 22 oskarżonych: Kulisy wielkiego śledztwa

Skąd się wzięło tyle tomów? Akt oskarżenia przygotowany przez Prokuraturę Regionalną w Gdańsku obejmuje 22 osoby. Śledczy zarzucają im udział w zorganizowanej grupie przestępczej, pranie pieniędzy i prowadzenie sieci nielegalnych automatów do gier. Według ustaleń prokuratury proceder miał działać w całej Polsce i poza jej granicami, a zyski sięgać około 450 mln zł.

Czy sędzia jest w stanie przeczytać akta? Eksperci ostrzegają

Czy to w ogóle możliwe, żeby wnikliwie zapoznać się z tak obszernymi aktami sprawy? Zdaniem sędziego Adama Barczaka z olsztyńskiego sądu jest to możliwe, choć będzie trudne. Podobnego zdania jest Ewelina Zawiślak, adwokat prowadząca własną kancelarię, która podkreśla, że formalnie taki proces jest możliwy, a sam rozmiar akt nie jest i nie może być gwarancją rzetelności. Jak dodaje, prawo nie przewiduje górnego limitu objętości akt. Nie ma wskazuje również maksymalnego czasu, jaki sędzia może poświęcić na zapoznanie się ze sprawą.

- W praktyce jednak mówimy o sytuacji absolutnie nadzwyczajnej, która obnaża granice wydolności obecnego modelu procesu karnego. Rzetelny proces nie polega na mechanicznym „przeczytaniu wszystkiego od deski do deski”, lecz na realnym zrozumieniu materiału dowodowego, umiejętności jego selekcji, krytycznej oceny i odniesienia do zarzutów aktu oskarżenia. Przy aktach liczących około 320 tys. stron ryzyko polega na tym, że ogrom materiału może paradoksalnie utrudnić, a nie ułatwić dojście do prawdy materialnej. Nadmiar informacji bywa równie niebezpieczny jak ich brak – mówi Ewelina Zawiślak, adwokat prowadząca własną kancelarię.

Jak dodaje, z perspektywy standardów konstytucyjnych i europejskich (art. 45 Konstytucji RP oraz art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) kluczowe jest nie to, ile stron liczą akta, lecz czy strony postępowania – zarówno oskarżeni, jak i pokrzywdzeni – mają rzeczywistą gwarancję sprawiedliwego rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie przez sąd bezstronny i dobrze przygotowany. W tego typu postępowaniach pojawia się poważna wątpliwość czy koncentracja tak gigantycznego materiału dowodowego w rękach jednego składu orzekającego nie prowadzi do przeciążenia, które zagraża jakości orzekania.

- Nie można też pominąć aspektu praktycznego: nawet przy pełnym profesjonalizmie sędziego zapoznanie się z setkami tysięcy stron akt zajmuje miesiące, a często lata. To z kolei rodzi pytania o przewlekłość postępowania, prawo oskarżonych do rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie oraz o odpowiedzialność państwa za organizację wymiaru sprawiedliwości w sprawach o takiej skali. Sprawa z Olsztyna pokazuje, że przy tak masowym materiale dowodowym konieczna jest refleksja systemowa nad sposobem konstruowania akt oskarżenia, selekcji dowodów i organizacji pracy sądów. Bez tego istnieje realne ryzyko, że rzetelność procesu stanie się bardziej postulatem niż rzeczywistością – uważa adwokat.

Rekord świata w sądzie czy przewlekłość postępowania?

Na ten moment nie ma wyznaczonego terminu pierwszej rozprawy. Uzależnione jest to od czasu, jaki sędzia będzie potrzebował na zapoznanie się z aktami sprawy.