Choć najczęściej uwagę przyciągają spektakularne zalania, realny problem zaczyna się niewidocznie – wewnątrz ścian i stropów. W wielu budynkach nadal funkcjonują oryginalne piony wodno-kanalizacyjne sprzed 40–50 lat. Żeliwne i stalowe rury są silnie skorodowane, a narastające przez dekady osady ograniczają przepływ wody, zwiększając ryzyko pęknięć i przecieków.

Ceny mieszkań w blokach zaczną tracić na wartości

Specjaliści na których powołuje się portal kb.pl zwracają uwagę, że skala zagrożenia będzie narastać. Analizy techniczne wskazują, że w perspektywie kilku lat awarie instalacji wodnych i kanalizacyjnych mogą mieć charakter masowy. W praktyce oznacza to nie tylko przerwy w dostawie wody, ale też zalane mieszkania i spory o odpowiedzialność finansową między lokatorami a wspólnotami.

Nie mniej niepokojący jest stan instalacji elektrycznych. Aluminiowe przewody, montowane powszechnie w latach 60., 70. i 80., nie są przystosowane do dzisiejszych obciążeń energetycznych. Płyty indukcyjne, klimatyzatory czy ładowarki do samochodów elektrycznych powodują przeciążenia, które w skrajnych przypadkach mogą prowadzić do przegrzewania przewodów i pożarów.

Problemy techniczne potęguje niesprawna wentylacja. Systemy grawitacyjne, po wymianie okien i dociepleniu elewacji, często przestają działać prawidłowo. Skutkiem są zaduch, nadmierna wilgoć i rozwój pleśni, co bezpośrednio wpływa na zdrowie mieszkańców i obniża wartość lokali.

Spore koszty modernizacji mieszkań, lepiej jednak zrobić remont

Modernizacja oznacza jednak wysokie koszty. Wymiana pojedynczego pionu to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych, a kompleksowy remont instalacji w całym bloku może pochłonąć dziesiątki lub nawet setki tysięcy. Eksperci podkreślają jednak, że planowe inwestycje i rozłożenie kosztów w czasie są znacznie tańsze niż usuwanie skutków nagłych awarii. Dla wielu wspólnot to ostatni moment, by działać, zanim problemy techniczne staną się codziennością.