We wrześniu resort rolnictwa pochwalił się podpisaniem z Chinami umowy o handlu drobiem. Dzięki niej Pekin złagodził ograniczenia epidemiczne, wykluczające wcześniej kupowanie drobiu od państw dotkniętych ptasią grypą. Porozumienie wprowadzało zasadę regionalizacji, pozwalającej na import mięsa z województw, w których nie stwierdzono chorób drobiu, nawet jeśli w innych regionach takie ogniska się pojawiły. Wcześniej podobny ukłon Pekin zrobił tylko względem Francji, Rosji i Stanów Zjednoczonych. Pierwsze transporty miały ruszyć do Państwa Środka 15 października. Nie ruszyły.

Umowa z Chinami nadal tylko na papierze

Zaniepokojeni przedstawiciele branży drobiarskiej i rolnej napisali w grudniu list do ministra rolnictwa. Proszą w nim o przyspieszenie negocjacji, a zwłokę ze strony Chin wiążą z „działaniami odwetowymi”. W ich ocenie drób stał się formą nacisku na polskie władze pracujące nad ustawą o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Wdroży ona unijną dyrektywę dotyczącą środków na rzecz wysokiego wspólnego poziomu cyberbezpieczeństwa (NIS2). Jej projekt wprowadza do usług cyfrowych pojęcie „dostawców wysokiego ryzyka” i pozwala ministrowi cyfryzacji na wykluczenie takich firm z polskiego rynku. Rozszerza też listę podmiotów wchodzących w skład KSC z 400 do ok. 42 tys. Pod rządowym nadzorem mają się znaleźć m.in. dostawcy usług telekomunikacyjnych i energii, poczta, wodociągi i producenci żywności. W sumie 18 sektorów gospodarki i administracji.

Jeszcze w listopadzie, gdy nad ustawą pracował rząd, list z prośbą o złagodzenie zapisów wystosował Huawei. Prace nad KSC w dyplomatyczny sposób powiązał też z rynkiem drobiu Lu Shan, ambasador ChRL w Warszawie. W opublikowanym we wrześniu na łamach „Rzeczpospolitej” liście wychwalał przyjaźń polsko-chińską, ale przy okazji wyraził oczekiwanie, że Warszawa „zapewni uczciwe i niedyskryminujące warunki dla biznesu”. W ocenie specjalistów połączenie handlu drobiem z interesami w dziedzinie cyberbezpieczeństwa nie jest zbiegiem okoliczności.

– To normalna praktyka. Nieelegancka, ale często stosowana. Chiny są twardym zawodnikiem negocjacyjnym. W ostatnich latach chińska dyplomacja, którą zaczęto wręcz określać mianem wilczej, jest rosyjsko-zachodnią hybrydą. Dyplomacja rosyjska jest dyplomacją bicia pięścią w stół i nieustępowania o krok, z kolei zachodnia jest skoncentrowana na szukaniu kompromisów – mówi DGP Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador na Łotwie i w Armenii. W Ministerstwie Rolnictwa dostrzeżono zbieżność dwóch tematów. Szef resortu Stefan Krajewski zapewnia, że Polska zrobiła wszystko, aby wrześniowa umowa weszła w życie.

Pytany o obawy rolników i wiązanie kwestii drobiu z cyberbezpieczeństwem, nie pozostawia wątpliwości. – Takie obawy nie są do końca bezpodstawne. Robimy wszystko, co w naszej mocy, odbywają się spotkania na szczeblu ekspertów. Wszystko to, o co prosiły Chiny, zrobiliśmy – mówi DGP minister Krajewski. „Nie musimy wznawiać rozmów, bo nasze relacje z władzami ChRL są nieprzerwane. Musimy się jeszcze uzbroić w odrobinę cierpliwości, natomiast jesteśmy już wstępnie umówieni z ambasadą ChRL w Warszawie na wspólne, uroczyste wysłanie pierwszego transportu naszego drobiu do Chin” – uspokaja w mailu do redakcji rzeczniczka resortu Iwona Pacholska.

Twarda pozycja Polski

Na razie nie zanosi się, aby Polska miała ulec i złagodzić zapisy ustawy o KSC. Jej projekt był omawiany 16 grudnia na posiedzeniu sejmowej komisji cyfryzacji. Jak zapowiedział Paweł Olszewski, wiceminister cyfryzacji, dyskutowane zapisy i tak są kompromisowe. – Gdybym miał jednoosobowo dekretem wydać pewne rozwiązania, tobym ten projekt zaostrzył, bo widzę taką konieczność – oświadczył. Zapewnił też, że wprowadzana na mocy KSC instytucja dostawców wysokiego ryzyka nie jest skierowana przeciwko żadnemu z państw.

Dalsze prace nad ustawą o KSC zaplanowano na 20 stycznia 2026 r. Jak ustalił DGP, jest szansa, że zostanie ona przyjęta przez Sejm jeszcze na styczniowym posiedzeniu, a w życie wejdzie w marcu 2026 r. Branża drobiarska wie, ile ma do stracenia. Polska zajmuje pierwsze miejsce w Unii Europejskiej pod względem produkcji mięsa drobiowego. W 2024 r. firmy znad Wisły wyeksportowały drób o wartości 5,5 mld euro. W liście do ministra rolnictwa hodowcy napisali, że „każde ryzyko destabilizacji relacji handlowych z tak istotnym partnerem jak Chiny wymaga niezwłocznej reakcji oraz jasnego przekazu do branży”.

Czy to oznacza, że nawołują oni do poddania się chińskim naciskom? Niekoniecznie. – Chińczycy mają swoje technologie, które chcą wprowadzać, ale my mamy własne interesy i powinniśmy być od nich niezależni. Jeżeli dalej będą postępować w ten sposób, to być może u nas produkcja trochę się zmniejszy, ale uda się znaleźć inne kierunki, które będą dla nas otwarte. Musimy mieć swoje racje, a nie z pokłonem iść do innych – komentuje Tomasz Obszański, przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” i jeden z sygnatariuszy listu do ministra. ©℗