17 państw strefy euro będzie obradowało nad standardami finansów publicznych i... więcej was nam tu nie potrzeba. Kraje spoza strefy, w tym Polska, na szczyt nie zostały zaproszone. Nazwijmy to sobie, jak chcemy. „Finacial Times” pisał o euroizolacji, inni o exclusive club, Euro-Ordnungu. Jeden podatek, jeden wiek emerytalny, jedno ministerstwo. Unia państw do złudzenia do siebie podobnych – banan w banan.

Długą drogę przeszliśmy od czasów Wspólnoty Węgla i Stali, gdzie siłą łączącą zwaśnione narody nie miało być sztuczne wpychanie Europejczyków w jeden szablon. Przeciwnie, zjednoczeni w idei zarabiania pieniędzy mieliśmy zapominać o wszystkim, co nas różni. Płeć, orientacja seksualna, smak sera, te wszystkie ogórki, kwoty cukrowe i kolory metek na materacach. Wolny rynek miał torować drogę do dobrobytu, jaki każdy sobie wymarzył. Unia nie miała zmieniać ludzi, tylko system, który stawał im na drodze. W efekcie mamy Unię tysięcy regulacji, przepisów, zakazów. Wspólnotę, która mówi nam, jak żyć, co pić, czym oddychać i ile mamy słodzić, jeżeli chcemy mieć dostęp do kasy. Dziś dowiadujemy się, że całe narody mogą być trzymane za drzwiami. To nie jest nowa architektura. Taką Europę kilka razy już ćwiczyliśmy i jakoś nigdy dobrze się to nie kończyło.