Prokuratura zarzuca lekarzowi m.in., że nie zrobił stosownych badań i na czas nie wykonał cesarskiego cięcia, czym nieumyślnie doprowadził do śmierci dziecka.

Według aktu oskarżenia, 3 lipca 2012 roku 36-letni obecnie lekarz, wówczas rezydent szpitala klinicznego w Białymstoku i lekarz dyżurny w jednej z klinik tej placówki, podjął złe decyzje dotyczące pacjentki w 39 tygodniu ciąży.

Uznał bowiem, że wyniki wykonanych kobiecie badań krwi wskazują na zapalenie pęcherza moczowego, a nie - jak wynika z opinii biegłych powołanych w śledztwie - na to, iż mógł nastąpić proces przedwczesnego odklejania się łożyska.

W oparciu o zebrane dowody Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe oskarżyła lekarza o to, że nie podjął w tym kierunku badań diagnostycznych oraz zaniechał rozwiązania ciąży cesarskim cięciem, w wyniku czego u pacjentki doszło do odklejenia łożyska i powstania rozległego krwiaka.

Zarzut obejmuje też nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka; dziewczynka zmarła z powodu "ostrego niedotlenienia w przebiegu przedwczesnego odklejenia się łożyska".

W poniedziałek Sąd Rejonowy w Białymstoku w Białymstoku, po trwającym od lutego procesie, zamknął przewód sądowy, a strony wygłosiły mowy końcowe.

Prokuratura uważa, że zebrane dowody, w tym opinie jednego z dwóch zespołów biegłych medycyny sądowej potwierdziły, że doszło do popełnienia przez oskarżonego zarzucanych mu przestępstw. W jej ocenie, "zaistniał cały szereg objawów, które kompleksowo traktowane musiały wskazywać na potrzebę dalszej diagnostyki" pacjentki w zaawansowanej ciąży, a przynajmniej zawiadomienie bardziej doświadczonego lekarza, który przejąłby nad nią opiekę.

Dlatego śledczy wnioskują o karę 9 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Chcą też 10 tys. zł grzywny, 20 tys. zł jako częściowego zadośćuczynienia, obowiązku przeproszenia rodziców zmarłego dziecka oraz 2-letniego zakazu wykonywania zawodu lekarza.

Surowszej kary chce pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych, którymi są rodzice dziecka. Wnioskuje on o karę półtora roku więzienia, w zawieszeniu nie na 3, a na 4 lata. Mówił, że stan pacjentki nakazywał przynajmniej przeprowadzenie badań KTG i USG, czego nie zrobiono, by szukać przyczyn dolegliwości, które kobieta zgłaszała.

Oskarżony do zarzutów nie przyznaje się, prosił o uniewinnienie. Jego obrońca mówił, że - w jego ocenie - nie ma podstaw do przypisania oskarżonemu braku staranności czy zaniechania w wykonywaniu obowiązków, co miałoby skutkować śmiercią dziecka.

Sam lekarz mówił w ostatnim słowie, że jest świadom, iż doszło do tragedii ale uważa, iż nie dopuścił się braku staranności w swoich działaniach; na dowód przywoływał opinie biegłych. Nie zgadzał się z oceną, że żadne działania nie zostały przez niego podjęte. Mówił, że działał zgodnie z wytycznymi wynikającymi z rekomendacji Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.

Obrońca oskarżonego poinformował, że przed sądem w Warszawie trwa proces cywilny o odszkodowanie dla pacjentki, którego domaga się ona od szpitala. (PAP)