Od 1990 r. Sejm i rząd pracowały nad 22 projektami ustaw mających uregulować ten problem. Reprywatyzacja to jedna z największych porażek polskiej transformacji. Wyjątkowa na tle Europy niemoc w uregulowaniu kwestii zwrotu majątku ma wiele źródeł. Jedno z nich to odczuwalna w latach 90. niestabilność sceny politycznej; kilka projektów przepadło, bo skrócono kadencję Sejmu, który się nimi zajmował.
Reklama
Kolejne inicjatywy padały z powodu konfliktów między rządem a Sejmem oraz byłymi właścicielami o formę zwrotów i poziom odszkodowań. Przedstawiciele ekswłaścicieli dodają do tej listy także strach klasy politycznej, która objęła władzę po 1989 r., przed powrotem elit sprzed II wojny światowej.

Reklama
O tym, że na początku lat 90. obawy przed powstaniem grupy wpływów nowych-starych właścicieli były żywe, mówi poseł Stanisław Tyszka (Kukiz’15), który w ramach pracy naukowej zajmował się reprywatyzacją w Polsce i Czechach. – Potem w grę zaczęły wchodzić kwestie kosztów reprywatyzacji dla budżetu, ale i rosnących wpływów środowisk, którym na rękę był brak takich rozwiązań, często specjalizujących się w skupowaniu roszczeń i odzyskiwaniu nieruchomości – dodaje. Politycy byli najbliżej konsensusu w 2001 r., kiedy przez parlament przeszedł rządowy projekt ustawy o reprywatyzacji. Ustawę zawetował jednak prezydent Aleksander Kwaśniewski. Uznał, że będzie ona zbyt dużym obciążeniem dla gospodarki. Rząd szacował wówczas wartość mienia przejętego z naruszeniem prawa przez państwo i miasto Warszawa na 190 mld zł i spodziewał się 170 tys. wniosków reprywatyzacyjnych wartych 95 mld zł.
Z powodu nadmiernych kosztów związanych z reprywatyzacją i ryzykiem wzrostu długu publicznego prace nad ustawą o odszkodowaniach za znacjonalizowane mienie wstrzymał też w 2011 r. rząd Donalda Tuska. Obecnie brakuje wiarygodnych danych o wartości majątku, który mógłby podlegać reprywatyzacji. Ostatnie dane pochodzą z 2008 r., kiedy rząd szacował potencjalne roszczenia na 140 mld zł, przy czym 40 mld zł dotyczyło gruntów warszawskich. W efekcie reprywatyzacja przeprowadzana jest na drodze postępowań administracyjnych i sądowych przy braku jasno wyznaczonych reguł. Według szacunków portalu RynekPierwotny.pl w latach 1996–2013 gminy zwróciły byłym właścicielom i spadkobiercom przynajmniej 30 tys. lokali komunalnych.
Ich lokatorzy nie mogą liczyć na ochronę państwa, ale nierówne zasady panują też wśród starających się o zwroty. Część byłych właścicieli i ich spadkobierców nie sprzedaje roszczeń, a nie stać ich na przejście drogi administracyjnej i sądowej o odzyskanie majątku, więc nie dostają nic. Natomiast handlarze otrzymują nieraz 100 proc. lub więcej, gdy odzyskują wyremontowany budynek. – Systemowe rozwiązania są niezbędne, bo problem zwrotu majątku i reprywatyzacji nie rozwiąże się sam z upływem czasu. A na to chyba liczyli w ostatnim ćwierćwieczu politycy, niepotrafiący doprowadzić sprawy reprywatyzacji do końca – wskazuje Paweł Kuglarz, partner w Wolf Theiss.
Rozmówcy DGP wskazują, że zapóźnienia Polski w stosunku do innych krajów i zmiany własnościowe są tak duże, że niemożliwe będzie np. ściągnięcie rozwiązania przyjętego tylko w jednym z nich. – Brak ustawy szkodzi i prawowitym właścicielom, i lokatorom, a dodatkowo umożliwia powstawanie patologii takich, jak w stolicy – podsumowuje Stanisław Tyszka. Największe problemy ma Warszawa, która boryka się z konsekwencjami dekretu Bieruta z 1945 r. Na jego mocy stolica przejęła wszystkie grunty znajdujące się w przedwojennych granicach miasta.
Ale ta kwestia mocno doskwiera też innym samorządom. Powiaty borykają się np. ze zwrotem mienia poniemieckiego czy odebranego w ramach reformy rolnej. Wiele takich budynków trafiło do samorządów w ramach przenoszenia na nie obowiązków związanych np. z prowadzeniem domów dziecka czy placówek dla osób starszych. – Ukształtowała się linia orzecznicza, która nie uznaje komunalizacji nieruchomości za zaistnienie nieodwracalnych skutków prawnych, a tym samym umożliwia zwrot nieruchomości należących dziś do jednostek samorządu terytorialnego – narzeka Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich.