Przed parlamentem wzmocniono ochronę policyjną.
Podstawowe zmiany w ordynacji wyborczej przyjęto w ubiegłym tygodniu – spowodowały one silne niezadowolenie zarówno w kraju, jak i za granicą. Z jednej strony posłowie wprowadzili obowiązkowe głosowanie, a z drugiej ograniczyli możliwość głosowania za granicą. Lokale wyborcze w myśl nowej ordynacji będzie można otwierać wyłącznie w ambasadach i konsulatach, co oznacza, że aby zagłosować trzeba będzie dojeżdżać nawet setki kilometrów.
Znaczna część mieszkających za granicą obywateli bułgarskich będzie praktycznie pozbawiona możliwości udziału w wyborach.
Propozycję tej zmiany złożył nacjonalistyczny Front Patriotyczny, jeden z małych partnerów w rządzącej od półtora roku koalicji z centroprawicową partą GERB na czele. Zdaniem szefa Frontu Walerego Symeonowa obowiązkowe głosowanie obok drastycznej redukcji liczby lokali wyborczych za granicą przyczyni się do ograniczenia wpływu partii tureckiej mniejszości DPS, na którą głosuje ok. 60 tys. mieszkających w Turcji bułgarskich Turków o podwójnym obywatelstwie.
Krok ten uderza jednak głównie w półtora miliona bułgarskich emigrantów, którzy w czasie ostatnich wyborów byli bardzo aktywni. W 2014 roku, kiedy w czasie wyborów parlamentarnych wystarczyło 50 wniosków, aby zorganizować lokal wyborczy, głosowało prawie 450 tys. osób.
Decyzja o ograniczeniu lokali spowodowała natychmiastowy sprzeciw. W miniony weekend protesty przed ambasadami i konsulatami odbyły się w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji. Zapowiadane są szersze akcje zarówno w kraju, jak i za granicą.
W Sofii protestujący wręczyli w parlamencie petycję z żądaniami zniesienia kontrowersyjnych zapisów ordynacji wyborczej. Petycja ma być wręczona również prezydentowi Rosenowi Plewnelijewowi z apelem o zawetowanie ordynacji. Parlamentarna opozycja zapowiada zaskarżenie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.
We wtorek posłowie kontynuowali głosowanie nad nową ordynacją.
Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)