Od dłuższego czasu boję się włączać telewizor i zaglądać do niektórych gazet. Rozdźwięk między niektórymi mediami, zaangażowanymi w radykalny sposób po różnych stronach politycznego sporu, osiągnął rozmiary daleko wykraczające poza oczekiwany chyba nie tylko przeze mnie poziom rzetelności dziennikarskiej relacji.
Różnice nie dotyczą przy tym tylko hierarchii ważności podawanych informacji, ale także – poprzez redakcyjne komentarze i dobór zapraszanych gości – ich zupełnie podstawowych interpretacji.
Ewidentna stronniczość prezentowanych opinii i ich często skrajnie agresywny charakter budują wizerunek Polski jako zwariowanego kraju zdominowanego przez koszmar nienawidzących się nawzajem ludzi. Żeby było jasne – różnice w widzeniu świata uważam za naturalne i wręcz niezbędne do prawidłowego funkcjonowania demokratycznego państwa. Tym, co budzi jednak zasadnicze wątpliwości, jest jawnie tendencyjna segregacja podawanych informacji. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o dyskomfort obywateli spragnionych rzetelnej wiedzy. Sednem są bowiem dalekosiężne konsekwencje naszych sporów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.