Gdy w lutym 2007 r. w swoim wystąpieniu w Monachium Władimir Putin oskarżył Stany Zjednoczone i Unię Europejską o łamanie prawa międzynarodowego, komentatorzy przekonywali, że to prężenie muskułów na użytek wewnętrzny. – W zasadzie nie rozumiem, co chciał powiedzieć. To po prostu retoryka. Nie sądzę, by za tym kryło się coś poważniejszego – przekonywał szef socjaldemokratów w Bundestagu Peter Struck. Dla eksperta do spraw zagranicznych Gerta Weisskirchena był to „błąd psychologiczny”, a „Putin wystąpił w roli twardziela wymachującego szabelką”.
Tradycyjnie pojawił się też argument – właśnie ze strony Weisskirchena – by nie iść zbyt ostro w krytykę Kremla, bo to „tylko wzmocni siły antyzachodnie”. Ze zrozumieniem wypowiadał się również Ruprecht Polenz z CDU. Ówczesny szef Pentagonu Robert Gates skomentował jedynie, że Putin tak ma, bo „jako były agent mówi prosto z mostu”. Dodał, że „jedna zimna wojna wystarczy”, i zwrócił uwagę na to, że Rosjanie próbują posługiwać się energią jako instrumentem nacisku na inne kraje i wysyłają broń w rejon konfliktów.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Powiązane
