We wtorek do Kancelarii Prezydenta dotarło pismo szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego dotyczące m.in. tego, że samolot rządowy musi pozostać do dyspozycji premiera i delegacji, która udała się na szczyt UE.

Prezydent zapytany w rozmowie w TVP1, czy w takiej sytuacji poleci do Brukseli, Lech Kaczyński odparł: "No i polecę. Pewnie samolotem, nie umiem fruwać".

"Tu się już tylko można śmiać (...). Proszę pamiętać, że to jest pismo od szefa kancelarii - czyli bardzo wysokiego urzędnika administracji Rzeczpospolitej, który bezpośrednio podlega premierowi, który na pewno o tym piśmie wie. Bez komentarza" - dodał prezydent.

Dopytywany, czy zostanie wyczarterowany samolot, Lech Kaczyński odparł: "zobaczymy (...) zobaczymy. Ale polecieć, polecę".

Na uwagę, że premier Donald Tusk mówi, iż w składzie polskiej delegacji na szczyt UE nie ma prezydenta, Lech Kaczyński odpowiedział, że go to zupełnie nie interesuje, bo premier nie jest jego przełożonym. Prezydent podkreślił, że na posiedzenia Rady Europejskiej z innych państw przyjeżdżają zarówno prezydent jak i premier.

Powiedział również, że podczas poniedziałkowego spotkania usiłował przekonać premiera Donalda Tuska, że jego interpretacja konstytucji jest niewłaściwa.

"W Polsce nie jest tak, że prezydent jest postacią symboliczną" - powiedział prezydent. Jak dodał, w konstytucji jest zapisane, że władzę wykonawczą w Rzeczpospolitej sprawują prezydent i Rada Ministrów.

Według Lecha Kaczyńskiego, tym świetle należy interpretować przepis, że prezydent jest reprezentantem kraju w stosunkach zewnętrznych i przepis zgodnie z którym, prezydent jest najwyższym przedstawicielem Polski. "Powtarzam prezydent, nie premier" - podkreślił prezydent.

Odniósł się też do stwierdzenia szefa rządu, że konstytucja i 14- letnia praktyka pokazują, że Polskę na szczytach UE reprezentuje premier.

Lech Kaczyński ocenił, że takie stwierdzenia są w interesie premiera. "Premier jest człowiekiem, który ma inne niż ja w niejednej sprawie poglądy na politykę zagraniczną" - mówił. "Ja uważam, że dorobek ostatnich dwóch lat został zniszczony w znacznym stopniu" - zaznaczył prezydent.

Według niego, stosunki z "Litwą, Łotwą, Estonią, Gruzją, Ukrainą ostatnio pogorszyły się w sposób zasadniczy bez żadnej potrzeby i wbrew interesowi Polski".

"Nie jest to realizowanie polskich interesów. Ja byłem zdecydowanym zwolennikiem tarczy (antyrakietowej). Wiem, że to nie jest rozwiązanie być może popularne, ale ja też nie będę podejmować decyzji tylko popularnych jako prezydent tego państwa. Rząd się długo bronił gdyby nie sprawa gruzji, nie wiem jak by było" - mówił prezydent.

Według niego, przy istniejącej różnicy zdań "premier chciałby swoją koncepcję przeforsować". Prezydent powiedział, że ma "zasadniczą trudność" ze zrozumieniem tej koncepcji.

"Być może to moje braki percepcyjne, to znaczy jeśli chodzi o możliwości percepcyjne, chociaż tu jakichś szczególnych kompleksów nie mam wobec obecnego rządu. Ale nie rozumiem do czego ten rząd dąży. Łatwo mogę wyjaśnić do czego ja dążyłem i poprzedni rząd - Jarosława Kaczyńskiego" - dodał.

Na pytanie czy obecny spór jest na tyle poważny, że może doprowadzić do kryzysu władzy w państwie Lech Kaczyński odparł, że jest spór, który się w wielu krajach zdarza bo "kohabitacja jest rzeczą normalną".

Zaznaczył też, że nie mówi przecież premierowi, że on ma nie jechać. "To pan premier mnie mówi, że ja mam nie jechać - dodał L. Kaczyński.

Podkreślił też, że nigdy nie mówił, że premier ma gdzieś nie jechać. "Wczoraj nawet mówiłem panu premierowi, że jeżeli chce jeździć razem ze mną na posiedzenia Rady Północnoatlantyckiej - proszę bardzo, jeżeli chce w przyszłym roku zobaczyć Zgromadzenie Ogólne ONZ - warto zobaczyć, polityk, który jest szefem rządu dużego państwa europejskiego powinien to zobaczyć - to proszę bardzo" - mówił prezydent.

Zapytany, czy to nie przekonuje Donalda Tuska, Lech Kaczyński odpowiedział, że myśli iż premier "w tej chwili jest chyba w nienajlepszej formie". "Ale nie moją sprawą jest to oceniać. Muszę powiedzieć, że wczoraj nie mogłem się powstrzymać od śmiechu kilkakrotnie podczas tej rozmowy" - stwierdził prezydent.

Na pytanie dlaczego, Lech Kaczyński odparł z uśmiechem: "wszystko jedno". "Obficie korzystam ze swoich uprawnień. Ile było wet do ustaw na siedemdziesiąt kilka ustaw - dwa" - mówił prezydent. Jak dodał, jego poprzednik Aleksander Kwaśniewski częściej korzystał z prawa weta i nikt nie mówił, że przekracza swoje kompetencje.

"A nawet moja decyzja, oczywiście konstytucyjnie do mnie należąca, jak zwołanie Rady Gabinetowej wywołała słowa krytyki, której bym nie uznał za szczególnie grzeczną" - powiedział.

Dodał, że nie wymaga "szczególnie dużo od nikogo z tego rządu" ale - jak mówił - zwrócił uwagę premierowi, że "oczywiście może się nie podobać jako prezydent wielu ludziom, ale został wybrany na prezydenta dość znaczną większością".

"Póki co ja reprezentuję Rzeczpospolitą, a w takim razie takie wypowiedzi jak niektórych młodych współpracowników pana premiera są nie na miejscu. Chociaż na pewno w ramach tego typu kultury, który tam dominuje, uchodzą za wyraz tego, że to jest taki +twardy facet+" - powiedział prezydent. (PAP)

mok/ mhr/