Program pomocy uchodźcom nie zakłada automatyzmu w przyjmowaniu przybyszy. W praktyce każde z państw UE przyjmie określoną liczbę cudzoziemców
Urban Ahlin, przewodniczący szwedzkiego parlamentu / Dziennik Gazeta Prawna
Choć poprzednie spotkanie szefów MSW w sprawie uchodźców zakończyło się fiaskiem, przed wczorajszym zebraniem panował umiarkowany optymizm. Jak mówił wczoraj rano szef dyplomacji Grzegorz Schetyna, ministrowie jechali na spotkanie z zamiarem podjęcia decyzji, tak by dzisiejszy szczyt prezydentów i premierów był już wyłącznie formalnością. – Nadzwyczajny unijny szczyt w sprawie uchodźców będzie poświęcony szukaniu rozwiązań na przyszłość – zapowiadał Schetyna.
Reklama
Nowa propozycja Brukseli dla Polski dotyczy w pierwszej, dwuletniej fazie 5,1 tys. uchodźców (oraz 2,7 tys., na których zgodziliśmy się już wcześniej). Portal EUobserver podał, ilu imigrantów będą musiały przyjąć największe kraje Wspólnoty, w zależności od liczby ludności oraz poziomu bogactwa. Polska zajęła na tej liście czwarte miejsce po Niemczech (17 tys.), Francji (13 tys.) i Hiszpanii (8 tys.). Ministrowie uzgodnili podział 66 tys. uchodźców. Reszta ze 120 tys. ludzi będzie traktowana jako rezerwa, gdyby któryś z krajów nie radził sobie z napływem obcokrajowców. – To zbyt mało, by ustabilizować sytuację – ostrzegła Melissa Fleming, rzecznik UNHCR, agendy ONZ zajmującej się uchodźcami.

Reklama
– W dokumentach nie będzie słowa automatyzm czy obowiązkowość w sprawie przyjmowania uchodźców. Nie będzie także mowy o kluczu i kryteriach podziału azylantów. A to oznacza, że traci na znaczeniu cały system obowiązkowego podziału na kwoty – mówił RMF FM anonimowy dyplomata reprezentujący luksemburskie przewodnictwo w UE. Innymi słowy, kwoty teoretycznie są dobrowolne, ale w rzeczywistości wszystkie państwa zobowiązały się, że się z nich wywiążą. W ten sposób miano zadowolić państwa, takie jak Polska, które protestowały m.in. przeciwko obowiązkowym przydziałom uchodźców.
Uzgodnienia zakładają też, że w razie sytuacji kryzysowej dane państwo będzie mogło zawiesić przyjmowanie przybyszy. Mogłoby to nastąpić np. w razie gwałtownej eskalacji konfliktu w Zagłębiu Donieckim, który spowodowałby znaczący wzrost liczby Ukraińców uciekających do Polski. Warszawa ostatecznie poparła więc propozycje Brukseli, na czym unijnym urzędnikom zależało ze względu na wielkość naszego kraju. Wolta wywołała jednak rozczarowanie w pozostałych państwach czwórki wyszehradzkiej, z którymi wcześniej budowaliśmy wspólny front. „Boję się, że od dzisiaj będzie już tylko trójka wyszehradzka” – podsumował czeski szef MSW Milan Chovanec.
ROZMOWA
Unia na problemy uchodźców
Jak pan ocenia poziom zarządzania przez UE kryzysem imigranckim?
W czasie kryzysów potrzebujemy Unii bardziej niż kiedykolwiek. Państwa współpracują w obrębie UE właśnie dlatego, że same są zbyt małe, by poradzić sobie z pewnymi problemami na własną rękę. Kryzys uchodźczy jest kryzysem globalnym i nie może być rozwiązany na poziomie narodowym. Właśnie dlatego aż tak ważne jest, by państwa UE znalazły rozwiązanie.
Jakie jest stanowisko Szwecji w tej sprawie?
Według Szwecji każde z państw europejskich powinno wziąć na siebie część odpowiedzialności za rozwiązanie tego kryzysu. Szczegóły rozwiązania, jakie ma zostać opracowane, są tak naprawdę drugorzędne. Najważniejsze, by Unia osiągnęła kompromis i znalazła rozwiązanie, którym zostaną objęte wszystkie państwa. Szwecja już to robi jako kraj, w którym liczba uchodźców per capita należy do najwyższych w Europie. Robimy to, bo uważamy, że tym ludziom trzeba pomagać.
Długoterminowe rozwiązanie problemu uchodźców będzie niemożliwe bez poradzenia sobie z kryzysem na Bliskim Wschodzie. Mamy w regionie wojny w Iraku, Jemenie, Libii i Syrii.
Powinniśmy starać się pomóc w rozwiązywaniu konfliktów, ale przede wszystkim powinniśmy pomagać ludziom. Większość to przesiedleńcy wewnętrzni albo uchodźcy w krajach ościennych – im powinniśmy pomagać na miejscu. Niektórzy przekraczają granice UE – im także musimy pomóc. Wreszcie powinniśmy zrobić co w naszej mocy, by rozwiązać konflikty. Niestety, Rada Bezpieczeństwa ONZ jest do tego niezdolna ze względu na zbyt duże różnice zdań jej członków. Rosja utrzymuje dobre relacje z Baszarem al-Asadem, co nie pomaga w znalezieniu rozwiązania. Szanse wzrosną, jeśli wejdzie w życie porozumienie nuklearne z Iranem. Iran może odegrać pozytywną rolę w ustabilizowaniu Bliskiego Wschodu.
Wspomniał pan o Rosji. Jak powinniśmy sobie radzić z rosnącą asertywnością rosyjskiej polityki zagranicznej?
Wszystkie szwedzkie partie są zaniepokojone tą asertywnością, także ze względu na rosyjską aktywność militarną, którą obserwujemy w pobliżu naszych granic, a czasem nawet w ich obrębie. To jednak kolejny przykład kwestii, z którą nie damy sobie rady na poziomie narodowym, a jedynie na poziomie unijnym.