Król: Imigracja i wina Zachodu

26 sierpnia 2015

Rozumiemy dramatyczny problem imigracji, chociaż nie wiem, czy rozumiemy go już w Polsce. Ale warto zdać sobie sprawę, że Zachód przez ostatnie 100 lat zrobił, co mógł, żeby sobie ten sznur założyć na szyję. Zacznijmy do Wersalu. Sprawa Bliskiego Wschodu została tam rozstrzygnięta na chybcika i bez zastanowienia. A przecież już po deklaracji Balfoura wielki uczony i umiarkowany syjonista Chaim Weizmann w 1917 r. pojechał na tereny obecnego Izraela. Brytyjscy żołnierze tego legalnego wysłannika swojego rządu przyjmowali z „Protokołami mędrców Syjonu” w rękach. Weizmann znakomicie dogadywał się z księciem Faisalem i wspólnie napisali deklarację przyjaźni izraelsko-arabskiej. Mężowie stanu w Wersalu to zlekceważyli, a mądrego Faisala, żeby mu dać jakąś posadę, zrobili królem Syrii, czyli kraju niearabskiego. Tak zmarnowali wielką historyczną szansę.

Potem było tylko gorzej. Niechęć do osadników żydowskich. Nadzieja Anglików na utrzymanie protektoratu nad Palestyną. Kolejne manipulacje Europy i Stanów Zjednoczonych z szachem, nonsensowna wojna przeciwko Irakowi, bezpodstawny entuzjazm w okresie rzekomej wiosny arabskiej. Wreszcie wycofanie się i zostawienie skrajnego bałaganu, który – zdaniem obserwatorów – bywa gorszy niż rządy okrutnych despotów.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.