Walka ze skutkami uzależnienia to starcie Dawida z Goliatem. Wielkie budżety reklamowe wygrywają ze słabymi programami profilaktycznymi
To konkluzje ze sprawozdania Ministerstwa Zdrowia, które będzie dziś omawiane w Sejmie. Dokument, który resort przygotował na zlecenie posłów z sejmowej komisji zdrowia, jest przygnębiający. Choć to właśnie dzieci z rodzin alkoholików są grupą szczególnie poszkodowaną, a także zagrożoną przyszłymi uzależnieniami, państwo robi dla nich najmniej. Jedynie około 70 tys. z nich otrzymuje pomoc w ramach świetlic i programów terapeutycznych. Problem w tym, że najmłodszych wychowujących się w rodzinach z problemem alkoholowym może być nawet 1,5 mln. Czyli państwo pomaga niecałym 5 proc. z nich.
Teoretycznie taką opiekę powinny zapewniać samorządy. Zgodnie z przepisami najmłodsi mogą korzystać z pomocy w specjalistycznych placówkach, ze wsparcia dziennego w formie opiekuńczej i pracy podwórkowej, czyli najczęściej świetlic. Tymczasem statystki mówią same za siebie: w 2013 r. liczba placówek zmniejszyła się o 247 w porównaniu z rokiem 2012. To jedna czwarta wszystkich ośrodków. Co gorsze, tylko połowa uczęszczających tam dzieci była z rodzin alkoholowych.