Dwaj hiszpańscy speleolodzy zginęli w górach Atlas w okolicach Marrakeszu, na południu Maroka. Trzeci członek wyprawy został przewieziony do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Władze Maroka zwlekały dwa dni z pozwoleniem, aby do akcji ratowniczej włączyli się Hiszpanie.

Przed tygodniem 9-osobowa wyprawa podzieliła się na grupy, które miały spotkać się następnego dnia. Jednak na wyznaczone miejsce nie stawili się trzej speleolodzy. W środę, ich zaginięcie zgłoszono do żandarmerii i hiszpańskiego konsulatu. Do akcji poszukiwawczej chciały włączyć się ekipy ratunkowe z Andaluzji, ale nie otrzymały zgody marokańskich władz.



Zaginionych zlokalizowano dopiero w sobotę, a dnie 400-metrowego urwiska, w Kanionie Andras. Dopiero wtedy Rabat pozwolił na przylot hiszpańskich specjalistów. To oni wydobyli z dna urwiska jedynego ocalałego członka ekspedycji, 27-letniego Juana Bolivara Bueno. Pierwszy z jego kolegów zmarł zaraz po wypadku, drugi - minionej nocy.



Andauzyjska Federacja Speleologów oskarżyła władze Maroka o opieszałą akcję. Ich zdaniem, marokańscy ratownicy nie mieli odpowiedniego przygotowania ani sprzętu.

Twierdzą, że gdyby nie opóźniono zgody na udział Hiszpanów, to ocalałby drugi speleolog.



Ciała obu ofiar ekspedycji wciąż nie zostały wydobyte z dna urwiska.