Armatohaubice Krab trafią do Ukrainy

Warto przypomnieć, że w ubiegłym tygodniu Polska podpisała umowę na sprzedaż trzech dywizjonów armatohaubic Krab do Ukrainy, o czym jako pierwsi poinformowaliśmy na Dziennik.pl. Produkuje je wchodząca w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej Huta Stalowa Wola. Te potwory na gąsienicach mogą razić cele odległe nawet o 40 km. Wartość umowy to ok. 3 mld zł i jest to największy kontrakt eksportowy polskiej zbrojeniówki od dziesięcioleci.
Reklama

Początek kooperacji w zbrojeniówce?

Obserwując polski przemysł obronny, na kraby można spojrzeć jak na pierwszy krok, rodzaj przystawki przed daniem głównym.
Z jednej strony może to zapowiadać ożywioną współpracę polsko-ukraińską w przemyśle zbrojeniowym, który przed wojną u naszego wschodniego sąsiada był de facto znacznie bardziej rozwinięty niż w Polsce. Ukraińcy słyną nie tylko ze swoich zakładów lotniczych. Na przykład w Charkowie przed wojną działał zakład produkujący czołgi, a ich technologie rakietowe są znacznie bardziej zaawansowane niż nasze. Zakres samodzielności tej produkcji był taki, o jakim w Polsce możemy tylko pomarzyć.
To, jak istotny jest ten czynnik, pokazują ostatnie wydarzenia, kiedy to różne kraje zakazują eksportu uzbrojenia do Ukrainy. Tak działali m.in. Niemcy (już zdanie zmienili) i Szwajcarzy. Choć ukraiński przemysł w wyniku rosyjskiej napaści mocno ucierpiał, to jednak część maszyn i zapewne całość dokumentacji ich wyrobów udało się uratować. Być może w kooperacji z polskimi podmiotami ta produkcja będzie mogła być odtworzona.
Z drugiej strony Kraby to przykład (do tej pory raczej rzadkiej) współpracy międzynarodowej, którą podejmuje polska zbrojeniówka. Choć pierwotnie planowano ich osadzenie na podwoziach wypracowanych przez Bumar Łabędy, to skończyło się na kupnie licencji na podwozie K9 od Koreańczyków. Teraz przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej chcą pogłębienia tej współpracy. Zapewne będzie ona dotyczyć produkcji czołgów K2. Wypada mieć nadzieję, że spolonizowanych w jak największym stopniu. Nieoczywistym jest to, że w Korei rozważamy także zakup bojowych wozów piechoty. HSW wkrótce rozpocznie produkcję borsuków, nad którymi prace trwają od ponad 10 lat. Choć oczywiście zakład ma ograniczone moce produkcyjne, to odpowiedź na to pytanie, czy lepiej mieć szybciej sprzęt produkowany za granicą, czy nieco później sprzęt produkowany w Polsce, wcale nie jest prosta. Tak czy inaczej kooperacja zbrojeniowa z Koreą Południową będzie się rozwijać.

Zbrojeniowe zbliżenie Polski z Londynem

Oprócz ożywienia współpracy z Kijowem i Seulem w ostatnich miesiącach widać zbrojeniowe zbliżenie z Londynem, które objawiło się m.in. podpisaniem umowy na budowę trzech fregat z brytyjskim Babcockiem oraz – co kluczowe – współpracą z koncernem MBDA przy programie przeciwlotniczym Narew. Dzięki niemu Polska ma pozyskać zdolności do produkcji pocisków, co od lat jest jednym z wielu słabych punktów polskiej zbrojeniówki.
Na razie konkretem pozostaje to, że polskiemu przemysłowi obronnemu udało się sprzedać trzy dywizjony Krabów. Ale jeśli zapowiadana współpraca z Ukraińcami, Koreańczykami i Brytyjczykami pomyślnie się rozwinie, to za kilka, a raczej kilkanaście lat polska zbrojeniówka może przestać być synonimem przemysłowego paździerza terroryzowanego przez związki zawodowe. Oby kraby były dopiero przystawką pysznego obiadu kuchni polskiej, gdzie znajdą się jednak również wareniki, kimchi, a nawet ryba z frytkami.
Oprócz ożywienia współpracy z Kijowem i Seulem w ostatnich miesiącach widać zbrojeniowe zbliżenie z Londynem.