Referendum, które odbyło się w Białorusi w niedzielę, dotyczyło zmian w konstytucji, która miała - według zapowiedzi - ograniczyć władzę prezydencką i umożliwić bardziej zrównoważone zarządzanie krajem. Tymczasem zdaniem krytyków projektu, zmiany są głównie kosmetyczne, a prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka zdoła zachować pełną kontrolę nad systemem politycznym. Zaproponowane zmiany ograniczają też liczbę kadencji prezydenckich do dwóch, ale "wyzerowują dotychczasowe" sześć kadencji Łukaszenki.

Zgodnie ze wstępnymi wynikami ogłoszonymi przez białoruską Centralną Komisję Wyborczą, za zmianami w konstytucji opowiedziało się ponad 65 proc. uczestników referendum, a frekwencja wyniosła 78,6 proc. Przeciwko było 10 proc. głosujących.

Reklama

Ministerstwo Spraw Zagranicznych w poniedziałkowym komunikacie oświadczyło, że Polska "nie uznaje wyników tzw. referendum konstytucyjnego przeprowadzonego 27 lutego w Białorusi".

"Referendum ogłoszone zostało nielegalnie przez A. Łukaszenkę, sprawującego władzę w wyniku sfałszowanych wyborów. Przeprowadzone zostało w sposób poważnie naruszający podstawowe zasady demokracji, w warunkach bezprecedensowych brutalnych represji wobec narodu białoruskiego" - głosi oświadczenie rzecznika MSZ Łukasza Jasiny.

Reklama

W stanowisku dodano, że "wbrew apelom Białorusinów oraz społeczności międzynarodowej, władze w Mińsku nie podjęły próby rozwiązania kryzysu politycznego poprzez dialog z całym białoruskim społeczeństwem", a "zamiast tego przy pomocy brutalnej siły postanowiły za wszelką cenę utrzymać się przy władzy".

Liczba więźniów politycznych w Białorusi przekroczyła już - według MSZ - 1000 i nadal rośnie. "Zlikwidowane zostały wolne media oraz organizacje broniące praw człowieka. Obywatele Białorusi pozbawieni są możliwości swobodnego wyrażania opinii i demonstrowania poglądów. Tylko w dniu tzw. referendum za udział w protestach aresztowanych zostało kolejnych 800 osób" - przypomniano w komunikacie resortu spraw zagranicznych.

W ocenie MSZ, przedstawiony projekt nowej konstytucji "został Białorusinom narzucony przez zdyskredytowaną władzę". "Jedynym celem tego dokumentu jest utrzymanie dominacji przez obecną władzę oraz pogłębienie zależności politycznej, wojskowej i ekonomicznej od Federacji Rosyjskiej" - głosi oświadczenie MSZ.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych zwróciło ponadto uwagę, że tzw. referendum "zostało zorganizowane, mimo że od 24 lutego trwa barbarzyńska inwazja wojskowa Federacji Rosyjskiej przeciwko Ukrainie, w której strona białoruska aktywnie wspiera agresora zarówno wojskowo, jak i werbalnie, powielając rosyjską propagandę wojenną".

"Polska wzywa władze Białorusi do natychmiastowego zaprzestania uczestnictwa w rosyjskiej agresji na Ukrainę, wycofania wszystkich wojsk rosyjskich z terenu Białorusi, wypuszczenia wszystkich więźniów politycznych, anulowania wyników tzw. referendum konstytucyjnego oraz zorganizowania nowych wolnych i sprawiedliwych wyborów prezydenckich z udziałem wszystkich kandydatów" - głosi komunikat MSZ.

Jednocześnie - jak dodano - Polska deklaruje, że "razem z całym narodem białoruskim" będzie "działać na rzecz wolnej, silnej, demokratycznej i suwerennej Białorusi, prowadzącej dobrosąsiedzką politykę i przestrzegającej prawa międzynarodowego".

W niedzielnym referendum Białorusini odpowiadali na jedno pytanie: "Czy zgadza się pan/pani na zmiany i uzupełnienia Konstytucji Republiki Białorusi?". Możliwa odpowiedź to "tak" lub "nie".

Do konstytucji wprowadzany ma być też nowy organ - Ogólnobiałoruski Zjazd Ludowy. Jest on porównywany do "równoległego parlamentu" i niewykluczone, że jego przewodniczącym zostanie Łukaszenka. Opozycja nie uznaje legitymacji głosowania przeprowadzonego w warunkach represji.

Referendum zostało uznane za ważne, bo według władz wzięła w nim udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania. (PAP)

autor: Marta Rawicz