Prawdziwe afery szpiegowskie już się skończyły. Kiedyś łapano 400 szpiegów rocznie

26 października 2014

Informacja, że kontrwywiad ujął dwóch rosyjskich agentów, nie wzbudziłaby większego zainteresowania czytelnika przedwojennej prasy. Dziewięćdziesiąt lat temu łapano ponad 400 szpiegów rocznie, do momentu aż zauważono, iż opłaca się robić coś dokładnie odwrotnego.

Na pewno był to udany strzał polskich służb w GRU – oświadczył podczas konferencji prasowej w ubiegłym tygodniu Marek Biernacki. Były minister sprawiedliwości, a obecnie członek sejmowej komisji do spraw służb specjalnych, przekonywał dziennikarzy, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego odniosła wielki sukces, aresztując podpułkownika Wojska Polskiego oraz wpływowego prawnika. Obaj prawdopodobnie pracowali dla rosyjskiego wywiadu. Po tym wydarzeniu kwestia, czy państwo polskie może być infiltrowane przez służby specjalne Kremla, stała się niemal tak głośna, jak za czasów afery „Olina”. Znamienne, że dopóki Rosja nie wznieciła wojny na Ukrainie, wspomnianą ewentualność traktowano powszechnie z przymrużeniem oka. Dopiero gdy okazało się, że rosyjscy szpiedzy to nie postacie z bajek, lecz jak najbardziej realne, nastąpiła gwałtowna zmiana nastrojów. Nadal jednak brakuje odpowiedzi na kluczowe pytanie. Czy polskie służby kontrwywiadowcze są aż tak dobre, że przez wiele lat nie musiały urządzać polowań na rosyjskich szpiegów w obecności kamer telewizji informacyjnej, gdyż dobrze radziły sobie przy użyciu bardziej dyskretnych metod operacyjnych? A może dopiero w pośpiechu uczą się fachu i chcą wszystkim zademonstrować, iż nauka nie poszła w las?

Pozostało 93% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png