Nie dla niepodległości, tak dla szerszych zmian i większej autonomii. Szkocja odrzuciła niepodległość w referendum niepodległościowym. Secesyjna kampania "NO" uzyskała 44.5 procent poparcia Szkotów, co nie wystarczyło by oderwać się od korony brytyjskiej.
Jako jeden z ostatnich ogłosił wynik Edynburg - 61% głosujących za unią, tylko 39% przeciwko. Dla lidera szkockiej Partii Narodowej Alexa Salmonda największym rozczarowaniem musiał być ogłoszony chwilę wcześniej wynik w jego własnym okręgu w hrabstwie Aberdeenshire - 40% za niepodległością, 60% przeciwko.
Zastępczyni Salmonda, wicepremier szkockiego rządu, Nicola Sturgeon przyznała BBC, że wynik referendum rozczarował ją głęboko. Nacjonaliści pozostaną jednak nadal u władzy w Edynburgu, a Nicola Sturgeon zapowiedziała: "Jestem zdeterminowana, że pójdziemy dalej, że będziemy słuchać i reagować na to wyraźnie wyrażone pragnienie zmian."
Komentatorzy w studio telewizji BBC w Londynie byli również przekonani, że zmiany są nieuniknione i że Wielka Brytania stanie się państwem federacyjnym.
David Cameron poinformował poprzez media społecznościowe, że pogratulował zwycięstwa Alistairowi Darlingowi, liderowi kampanii przeciwko secesji. Po godzinie 8 rano zapowiedziane zostało oficjalne wystąpienie premiera Wielkiej Brytanii po ogłoszeniu wyników.
Jak powiedział wicepremier Wielkiej Brytanii Nick Clegg, wyniki szkockiego referendum są sygnałem do szerokich reform konstytucyjnych. Jestem absolutnie zachwycony ostatecznym wynikiem - dodał wicepremier.