A niemal półtora roku od powstania resortu, który miał dokonać cyfryzacyjnej rewolucji, nadal jest ona na horyzoncie. Tak się złożyło, że te największe projekty informatyczne nigdy nie trafiły pod jego skrzydła. Tak było z tymi dotyczącymi służby zdrowia realizowanymi przez podległe resortowi zdrowia Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia. System e-Podatki realizuje resort finansów, PESEL bratni dla MAiC resort spraw wewnętrznych. Z kolei projekt elektronicznego dowodu osobistego z chipem, który jeszcze niedawno miał być remedium na kontakt obywatela z administracją przez internet, został wyjęty z kompetencji MAiC i wrócił do MSW.

To powoduje, że z jednej strony ministerstwo kierowane przez Michała Boniego nie może być obarczane winą za opóźnienia w realizacji tych projektów, z drugiej, że nie stało się liderem cyfryzacji, co było jego celem. Zostało najwyżej czymś w rodzaju koordynatora rządowych projektów, ale koordynatora nieskutecznego, bo dysponującego taką samą polityczną mocą jak inne resorty. Dlatego widać było tarcia przy realizacji poszczególnych projektów, co czasami dawało efekty humorystyczne.
Gdy powstawał rejestr osób z ubezpieczeniem zdrowotnym, MAiC wymyśliło nazwę CUW, czyli Centralny Wykaz Ubezpieczonych, co resort zdrowia zmienił na eWUŚ, czyli elektroniczną Weryfikację Uprawnień Świadczeniobiorców, by zaznaczyć, że to jego dzieło. W innych obszarach resort administracji i cyfryzacji zasłynął zablokowaniem ACTA, co odbyło się pod presją protestujących internautów.
Czy przygotowaniem przepisów likwidujących Fundusz Kościelny i wprowadzających odpis podatkowy na Kościoły i związki, co zapewne będzie kosztowało budżet więcej niż obecny fundusz. Dlatego spokojne zastanowienie się, czy docelowo istnienie zamiast jednego silnego ministra spraw wewnętrznych i administracji dwóch słabych szefów mniejszych resortów lub czy powołanie nowego urzędu cyfryzacji ma sens. Ważne tylko, by mieć pewność, że nowe rozwiązanie rzeczywiście sprawi, że e-Polska będzie miała e-administrację.