Stępień: Premie dla marszałków, czyli socjalizm w parlamencie

Jerzy Stępień
Jerzy StępieńDGP / Wojtek Górski
28 stycznia 2013

Nie wiadomo, czy awantura związana z premiami dla członków prezydiów obu izb parlamentu to kolejna burza w szklance wody, która posłuży doraźnie do pewnych ruchów personalnych na scenie politycznej, czy jednak może coś więcej. Coś, co pozwoli spojrzeć poważniej na problem wynagrodzeń w sferze publicznej w ogóle. Oby nie było to tylko chwilowe bulgotanie.

W mediach pełno słów o chciwości polityków oraz ich hipokryzji, o nierównościach społecznych. Na ten temat wypowiadają się specjaliści od wizerunku osób publicznych, pełno też rozważań o relacjach prawa i moralności. Najciekawsze jest to, że taka praktyka, znajdująca uzasadnienie w odpowiednich regulacjach, nie budziła żadnych zastrzeżeń przez wiele lat, a podstawowy akt prawny w tej materii to ustawa o pracownikach urzędów państwowych z 16 września 1982 r., która w art. 24 postanawia o tworzeniu w urzędach państwowych zakładowego funduszu nagród w wysokości 8,5 proc. funduszu płac. Czyli z samego środka stanu wojennego.

W tym kontekście nie może budzić zdziwienia oświadczenie marszałka Sejmu (marszałkini?), że parlament „to jest przede wszystkim miejsce, w którym tworzy się prawo, ale jest to również zakład pracy. Kierownik zakładu pracy, a takim kierownikiem jest marszałek Sejmu, ma prawo, a wręcz obowiązek oceniać pracę pracowników, doceniać tych, którzy pracują dobrze, i karać tych, którzy pracują gorzej”.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.