NIK rozpoczął jedną z kilku zaplanowanych na ten rok kontroli fotoradarów. Izba chce przede wszystkim sprawdzić, czy stacjonarne fotoradary ustawiono w miejscach, gdzie wcześniej dochodziło do wypadków i kolizji i które zostały wskazane w analizach zagrożeń w ruchu drogowym.
Z kontroli, które dotąd NIK przeprowadziła wynika, że nie zawsze miejsca kontroli fotoradarowej były wybierane na podstawie analizy wypadków, kolizji i zdarzeń zagrażających bezpieczeństwu kierowców i pieszych. Cześć miejsc była typowana tak, by kontrole fotoradarowe przynosiły jak największe wpływy do budżet.
"To fatalny zwyczaj owocujący fotoradarami ustawionymi bez związku ze stanem zagro żenia wypadkami i kolizjami" - napisał NIK w oświadczeniu. Izba podkreśliła, że fotoradary są potrzebne, jeśli przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa na drodze.
Dlatego Izba sprawdzi też, czy fotoradary, które ustawiono przed kilkoma laty przyczyniły się do spadku liczby kolizji i wypadków.
- Mularczyk: Rząd chce zarobić na kierowcach - stawia fotoradary w miejscach, gdzie łatwo o mandat
- Wystarczy telefon do straży miejskiej i poseł nie płaci mandatu
- Radiowozy ITD w miesiąc zarobiły 11 mln zł
- Fotoradary są ślepe na wykroczenia popełniane przez posłów i senatorów
- Hofman krytykuje PO za wzrost liczby fotoradarów: Służą do łatania dziury budżetowej
- Kalisz: PO przyjmuje mentalniość PiS. Tylko strach i karanie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu