Dokładnie za sto dni Polska obejmie prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. To niewiele czasu. Zwłaszcza że wciąż kulejemy z przygotowaniami. Nie została choćby jeszcze wyłoniona firma odpowiedzialna za organizację wszystkich konferencji, nie wynajęto sal, w których mają się odbywać spotkania, nie skompletowano zespołów tłumaczy, oficerów łącznikowych, specjalistów od logistyki czy protokołu dyplomatycznego.
Dopiero jest przygotowany precyzyjny schemat przewozu 10 tys. unijnych urzędników, którzy przyjadą do Polski, i system zapewnienia im bezpieczeństwa.
Kiedy do przewodniczenia w UE przygotowywały się Belgia, Francja czy Szwecja, wszystkie sprawy techniczne były ostatecznie domknięte już pół roku przed godziną „0”.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.