Członkowie spółdzielni Przy Metrze zawiadomili prokuraturę, że podejrzewają zarząd o popełnienie siedmiu przestępstw, w tym niegospodarność i działanie na szkodę spółdzielni. Prezesowi i jego zastępczyni zarzucają m.in. przekroczenie uprawnień przy sprzedaży działek bez zgody Walnego Zgromadzenia Członków Spółdzielni i niezwoływanie walnego.

Zadłużona na kilkadziesiąt milionów złotych ursynowska spółdzielnia spłaciła niedawno swoich wierzycieli, a z jej kont i nieruchomości zdjęto zabezpieczenie komornicze. Pieniądze na cel wzięła ze sprzedaży dwóch swoich działek. Zarząd podjął jednak te istotne decyzje finansowe bez zgody Walnego Zgromadzenia Członków Spółdzielni. Nie zwołuje go zresztą od 2007 roku, cały czas – mimo ustawowej likwidacji tego tworu – powołując się na zapisane w statucie zebrania przedstawicieli zastępujące walne.

- Mamy dość. Założyliśmy stowarzyszenie i jeszcze aktywniej będziemy domagać się jawności działań zarządu dotyczących majątku spółdzielców i rozliczenia bezprawnych posunięć prezesa – mówią gazecieprawnej.pl członkowie spółdzielni.

Kto kupił działki na Ursynowie

Reklama

Jak wynika z materiałów opublikowanych na forum mieszkańców tej spółdzielni, tajemniczą spółką, która kupiła dwie działki na Ursynowie (przy skrzyżowaniu ulic Belgradzkiej i Rosoła, oraz przy Lanciego) jest Arche sp. z o.o. Spółdzielnia nie ogłosiła żadnego przetargu, a negocjacje prowadzone były w tajemnicy nawet przed Radą Nadzorczą, w której większość mają zwolennicy obecnego zarządu.

Sprzedaż nieruchomości jest zastrzeżona wyłącznie dla Walnego Zgromadzenia lub wcześniej dla Zebrania Przedstawicieli. Zarząd obszedł jednak ten przepis, zawierając umowę przedwstępną z firmą Arche na kwotę 30,5 mln zł z zadatkiem 23 mln zł. Tak duży zadatek - przeszło 75 procent - powoduje praktyczne sprzedanie działek , bo jeżeli walne lub zebranie przedstawicieli nie uchwali decyzji w sprawie tej sprzedaży, to trzeba będzie zwrócić zadatek w podwójnej wysokości, co grozi upadłością spółdzielni. Tym samym umowa przedwstępna przesądza decyzję o sprzedaży, którą tylko formalnie będzie teraz musiało zaakceptować walne lub zebranie przedstawicieli. Zdaniem stowarzyszenia, zarząd przekroczył tym samym swoje uprawnienia, a więc złamał prawo.

Reklama

- Działki nie zostały nawet rzetelnie wycenione. Przy jednej przyjęto starą wycenę – za 8245 m kwadratowych zaledwie 13,4 mln zł, co najmniej 6 mln za mało, a druga wcale nie ma wyceny – mówią oburzeni mieszkańcy.

Zabezpieczeniem zadatku jest poddanie się przez spółdzielnię egzekucji w oparciu o art. 777 kodeksu cywilnego i ustanowienie hipotek na innych dwóch działkach spółdzielni.

Jedna z działek, którą sprzedał zarząd, jest plac przy ul. Lanciego, na którym stoi obecnie parterowy budynek, w którym spółdzielnia ma siedzibę. Budynek ten zostanie zburzony. Spółdzielnia zobowiązała się natomiast w umowie przedwstępnej, że kupi od firmy Arche lokal użytkowy o powierzchni 1000 metrów kwadratowych na siedzibę spółdzielni za kwotę 6 -9 mln zł. Lokal ten ma się mieścić z budynku, którego realizacja przewidziana jest na drugiej sprzedanej działce (Belgradzka, róg Rosoła).

- Wpłata tak dużego zadatku sugeruje wielką atrakcyjność ceny. Oznacza to, że działki można było sprzedać drożej – mówią nam mieszkańcy. Ich zdaniem jednak inni chętni byli wręcz odstręczani przez zarząd od interesowania się tymi działkami, a na ich pisma nie zawsze odpowiadano.

Jak się tłumaczy zarząd spółdzielni? - Mieliśmy upoważnienie do negocjacji od rady nadzorczej.

- No tak. Ale pięciu członków rady popierającej prezesa przegłosowało w ciemno upoważnienia blankietowe, bez żadnych konkretów – denerwuje się Marek Wojtalewicz, opozycyjny wobec zarządu członek rady.

Wojna o walne

20 grudnia ubiegłego roku członkowie spółdzielni złożyli wniosek o zwołanie walnego zgromadzenia. Nie ukrywali, że celem jest doprowadzenie do odwołania rady nadzorczej, a co za tym idzie zmiana zarządu.

Mimo poprawnie złożonego wniosku dotychczas ani zarząd ani rada nadzorcza nie zwołały walnego zgromadzenia. Cały czas powołują się przy tym na niezmieniony statut spółdzielni, który pozwalał zastępować walne tzw. zebraniami przedstawicieli. Ustawo zostały one zlikwidowane w 2007 r., ale niektóre spółdzielnie nadal nie dokonały zmian w statutach.

Członkowie spółdzielni Przy Metrze podjęli więc działania wielotorowe:

1. Zawiadomili prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez niezwoływanie walnego od 2007 roku.
2. Wystąpili do Krajowego Rejestru Sądowego, by sąd wszczął z urzędu procedurę zmiany statutu. Sąd może pod rygorem grzywny przymusić zarząd do dokonania zmian wynikających z bezwzględnie obowiązujących przepisów, a w razie bezskuteczności, ustanowić dla spółdzielni kuratora. Z wyroku Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 8 stycznia 2010 r. (IV CSK 310/2009) wynika nawet, że naruszenie ustawowego obowiązku zmiany statutu i jej zgłoszenia do Krajowego Rejestru Sądowego może stanowić przyczynę postawienia spółdzielni w stan likwidacji.
3. Wystąpili do Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych, w którym zrzeszona jest spółdzielnia Przy Metrze o zwołanie walnego w związku z niezwoływaniem go przez zarząd i radę nadzorczą. Pismo zostało skierowane też do Krajowej Rady Spółdzielczej, Ministerstwa Infrastruktury oraz Rzecznika Praw Obywatelskich.

Dotychczas ani KRS ani związek rewizyjny formalnie nie odpowiedziały.