Komorowski dodał, że bardzo liczy na to, iż J.Kaczyński "pokaże w praktyce, że zmienił poglądy".
Ośmiu kandydatów na prezydenta debatowało w środę na Uniwersytecie Warszawskim. W debacie nie uczestniczyli Jarosław Kaczyński (PiS) i Grzegorz Napieralski (SLD). Po zakończeniu debaty część sali skandowała "Gdzie jest Kaczor?". Z kolei zwolennicy Komorowskiego przynieśli transparenty "Dosyć Kaczora, wybieramy KOMORA".
W ostatniej fazie debaty kandydaci mieli półtorej minuty na swobodną wypowiedź.
Waldemar Pawlak (PSL) przekonywał, że polityka nie musi być zakładnikiem "dzikich igrzysk", może być pozytywną rywalizacją. Przekonywał też, że "ma farta", a razem "wszystko jest możliwe".
Marek Jurek (Prawica Rzeczypospolitej) wskazał, że w obecnym momencie kampanii rysuje się już obraz tego, kto zmierzy się w drugiej turze. Dodał, że w pierwszej turze rozstrzygnie się to, kto będzie trzecią siłą w Polsce. "Ja nie chcę, żeby tą trzecia siłą (...) była radykalna lewica reprezentowana przez nieobecnego Grzegorza Napieralskiego, przez SLD" - zaznaczył.
Janusz Korwin-Mikke (Wolność i Praworządność) powiedział, że chciałby żyć w państwie, w którym rząd nie wtrąca się do gospodarki i "nie bierze łapówek", w którym "podatki wynoszą jedną siódmą obecnych". "Marzę o państwie, w którym kobieta może mieć bogatego męża, a bogaty to jest taki, któremu nie zabierają dziesięciu procent jego dochodów" - dodał.
Andrzej Olechowski przekonywał, że w pierwszej turze "trzeba powiedzieć co sie chce", a dopiero w drugiej "ewentualnie wybrać mniejsze zło". "W tych wyborach będą dwie tury - bądźcie pozytywny i w pierwszej głosujcie za mną" - apelował.
Bogusław Ziętek (Polska Partia Pracy) apelował, żeby pójść do wyborów, bo to "jedyny dzień, kiedy wszyscy jesteśmy równi" Andrzej Lepper (Samoobrona) mówił, że jest "gwarantem Polski spokojnej". Kornel Morawiecki skrytykował rząd za to, że nie wprowadził stanu klęski żywiołowej.(PAP)