Drużyna w miasteczku Rosarno przestanie istnieć po 15 latach działalności przy miejscowej parafii.

Po tym, gdy do aresztu trafił jeden z drużynowych, do dymisji podali się wszyscy pozostali jego współpracownicy, nie wyjaśniając powodów swojej decyzji. Skauci zostali bez przełożonych i dlatego kierownictwo włoskiego katolickiego ruchu skautowego (Agesci) postanowiło drużynę rozwiązać.

Nie zgadzając się z tym, proboszcz parafii w Rosarno wystosował list z prośbą o interwencję do przewodniczącego episkopatu Włoch kardynała Angelo Bagnasco. Z takim samym apelem do miejscowego biskupa wystąpiło około stu matek skautów.

"W ten sposób odbieracie nam nadzieję" - mówią matki, cytowane przez włoskie media. Zwracają uwagę na konieczność funkcjonowania drużyny na terenach opanowanych przez kalabryjską mafię - ndranghetę.

"Jesteśmy przeciwko ndranghecie i przeciwko klanom, które zniszczyły naszą ziemię" - zapewniły kobiety w liście. "Ale jesteśmy także przeciwko niesprawiedliwościom i krzywdom ze strony tych, którzy w obywatelskim społeczeństwie przywłaszczają sobie prawo do decydowania za nas i pozbawiają nas wszelkich praw" - dodały.

"Teraz, gdy nie ma drużyny, co mają robić nasze dzieci? Mają stać się siłą roboczą mafii? Czy gdy ktoś popełnił błąd, muszą za to płacić wszyscy inni?" - zapytały matki.

Kierownictwo ruchu skautowego pozostaje jednak nieugięte wobec tych apeli i w wydanym oświadczeniu podkreśliło, że zagwarantuje młodzieży z rozwiązanej drużyny możliwość kontynuowania działalności w innej.

Sylwia Wysocka (PAP)

sw/ gsi/