Reklama
GRZEGORZ OSIECKI:
Jeszcze niedawno mówiono, że waszym kandydatem może być kobieta, może rektor uczelni, a gdy przychodzi co do czego, to i tak pada na lidera Waldemara Pawlaka.
JAROSŁAW KALINOWSKI*:
Rozważaliśmy różne opcje. Ta decyzja zapadła między innymi ze względu na czas: szybką kampanię i przyspieszone wybory. Poza tym prezes to osoba, która ma największe doświadczenie i wiedzę z obszarów sprawowanie władzy i polityki. To dziedziny przydatne dla osoby, która będzie sprawowała urząd prezydenta. Bo w naszym rozumieniu Kancelaria Prezydenta powinna być miejscem spotykania i ucierania różnych poglądów, także politycznych.

Reklama
Mówi pan tak, jakby lider ludowców miał wygraną w kieszeni, tymczasem sondaże nie dają mu dużych szans.
Partia, która nie uczestniczy w kampaniach politycznych, skazuje się na eliminację. Oczywiście można zadawać pytanie: po co w ogóle startować, jeśli sondaże są kiepskie. Ale to jest demokracja, po to się startuje, by była możliwość wyboru. Są wybory prezydenckie, za chwilę będą samorządowe, po nich parlamentarne. W naszej najnowszej historii były partie, które uznały, że nie będą uczestniczyć w każdej kampanii. I już ich nie ma. A Stronnictwo Ludowe ma 115 lat, zaś Pawlak dziś dostał 115 głosów.
Wybór padł na prezesa Pawlaka, bo jest rozpoznawalny i rozpędzi partyjny kalendarz wyborczy?
Jesteśmy realistami, ale dziś okoliczności są nadzwyczajne i każdy dostaje szansę. Na razie zbieramy podpisy. Te 100 tysięcy podpisów jest dla niektórych ugrupowań barierą, dlatego kandydatów będzie czterech, najwyżej pięciu. A kampania to z jednej strony demokratyczny wybór pierwszej osoby w państwie, a z drugiej debata o przyszłości państwa. To, że kandydaci będą przedstawiali różne wizje i spojrzenia, będzie miało wpływ na politykę po wyborach.
Ta kampania to w takim razie wasza gra o przyszłoroczne wybory parlamentarne i pozostanie w Sejmie.
Od dwudziestu lat o PSL mówi się tak, jak pan mówi w tej chwili. I sporej części naszych konkurentów, którzy tak mówili, w polityce już nie ma. Także dziś wielu się wydaje, że są potęgą i będą nią na wieki wieków. Jestem przekonany, że kiedy my będziemy obchodzić 120. rocznicę, scena polityczna może wyglądać inaczej niż teraz.
Dlaczego nie będzie wspólnego kandydata na prezydenta?
W atmosferze żałoby mogło być takie oczekiwanie. Ale my w PSL jesteśmy realistami. Trudno sobie wyobrazić, by PiS i lewica miały jednego kandydata. Nawet tak zacnego jak pan Kleiber.
Czy przez żałobę kampania będzie inna?
Ja bym chciał, by była inna, takie jest też życzenie społeczeństwa. To będzie olbrzymia presja. Jeżeli któryś z komitetów wyborczych czy kandydatów przekroczy cienką czerwoną linię w relacjach politycznych czy wzajemnych, może być zdyskwalifikowany przez opinię publiczną.
Nie dostanie głosów?
Tylko od żelaznego elektoratu. W PiS żelazny elektorat jest dość mocny, jego reakcje emocjonalne mogą być najsilniejsze i zawsze zagłosuje na swojego kandydata. Ale jeśli ktoś się spodziewa, że dzięki ostrej kampanii dostanie dużo więcej głosów, to powinien wiedzieć, że tak nie będzie.
Partie są zdolne do takiej refleksji?
Wielu obserwatorów i uczestników polityki nawołuje do rachunku sumienia. Zawsze należy robić rachunek sumienia, ale akurat PSL tych wymienianych grzechów ma chyba najmniej. My cały czas nawoływaliśmy do opamiętania, do zakończenia tej wojny PiS z PO. Dziś będziemy mówili jeszcze głośniej o tych sprawach. Jeśli oddzielnie będziemy pytać wszystkie środowiska polityczne, to bez żadnej różnicy wskażą najważniejsze problemy stojące przed Polską, ale jak dochodzimy do próby rozwiązania, jedność się kończy.
*Jarosław Kalinowski, europoseł PSL, były przewodniczący partii, były kandydat na prezydenta w 2005 r.