Na mszę św. w intencji generała Tadeusza Buka do kaplicy polowej Kościoła NMP Królowej Polski w Spale (Łódzkie) przyjechali m.in. minister obrony narodowej Bogdan Klich i pełniący obowiązki szef Sztabu Generalnego gen. broni Mieczysław Stachowiak.
Oficer o najwyższych kompetencjach - tak o generale broni Tadeuszu Buku mówił podczas nabożeństwa żałobnego dziekan wojsk lądowych ks. płk Dariusz Kowalski."W wojsku czuł się spełniony. Żołnierska pasja szła w parze z najwyższymi kompetencjami. Oficer kompletny. Człowiek o niezwykle szerokich horyzontach myślowych. Bezwzględnie zwalczał mentalne zacofanie. Dążył do upowszechnienia w armii nowych technologii. Sprzeciwiał się wszechobecnej biurokracji" - mówił w homilii dziekan wojsk lądowych.
Podkreślał, że gen. Buk cieszył się szacunkiem i autorytetem swoich podwładnych, którzy traktowali go jak ojca.
Msza żałobna w intencji generała Buka, dowódcy Wojsk Lądowych RP, który zginął w katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem, celebrowana była w kaplicy polowej Kościoła NMP Królowej Polski w Spale (Łódzkie). Odprawia ją ordynariusz radomski ks. biskup Henryk Tomasik. Homilię wygłosił dziekan wojsk lądowych ks. płk Dariusz Kowalski.
Uroczyści pogrzebowe generała Buka odbyły się z pełnym ceremoniałem wojskowym. Po nabożeństwie żałobnym uroczystości pogrzebowe przeniosły się na oddalony 2 km od kaplicy cmentarz w Spale.
Gen. Buk dowodził największym z rodzajów sił zbrojnych od września ubiegłego roku. Wcześniej był m.in. zastępcą dowódcy Połączonego Dowództwa do spraw Budowania Afgańskiego Systemu Bezpieczeństwa i dowódcą wielonarodowej dywizji w Iraku. Absolwent poznańskiej Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Pancernych. Służył m.in. w pułku czołgów, batalionie desantowo-szturmowym, brygadzie kawalerii powietrznej i dywizji zmechanizowanej.
Ceniony za wiedzę, inteligencję, zdecydowanie, charyzmę i poczucie humoru. Uwielbiany przez swoich żołnierzy, którzy z szacunkiem mówili o nim czasami "Buk wojny" albo, że mają "jak u pana Buka za piecem". Człowiek o wielu pasjach - grał w tenisa, jeździł konno, biegał, był świetnym myśliwym, znał angielski i łacinę. Miał 50 lat. Pozostawił żonę i troje dzieci.