"Od początku niepodległej Rzeczypospolitej był w kapitule Orderu Virtuti Militari; był żołnierzem AK" - przypomniał premier Donald Tusk podczas ceremonii powitania trumien z ciałami ofiar sobotniej katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem.
Płk Dębski urodził się 1922 r. na Pomorzu w miejscowości Łasin k. Grudziądza. W czasie okupacji uczył się w Warszawie na tajnych kompletach w gimnazjum im. Adama Mickiewicza oraz w Szkole Budowlanej II, którą skończył w 1943 r. Ukończył także szkołę niższych dowódców, a potem podchorążówkę o kryptonimie "Belweder" w stopniu kaprala podchorążego.
W batalionie "Kiliński" był od początku jego istnienia, tj. od 1940 r. W czasie Powstania Warszawskiego brał udział m.in. w kilku atakach na gmach "PAST-y", w ostatnim jako jeden z pierwszych dotarł do szczytu i zawiesił flagę.
"Miałem ten zaszczyt wywieszenia flagi na szczycie gmachu w dniu jego zdobycia. W czasie akcji zdobywania PAST-y stopniowo, jak się posuwaliśmy w górę, flagi wywieszono najpierw z okna drugiego piętra, potem z trzeciego piętra. Ale brakowało jeszcze flagi na szczycie, więc wszedłem tam, ubezpieczany przez moich dwóch żołnierzy o pseudonimach Ora i Wiąz" - wspominał w rozmowie opublikowanej w ramach Archiwum Historii Mówionej na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego.
"Sanitariuszki przygotowały pospiesznie flagę, którą założono w oparciu o kawał drzewca, kij, pobiegliśmy w górę, aby ją zatknąć. Droga była strasznie trudna, bo przecież wypalające się zgliszcza, jak doszliśmy do części technologicznej, tam gdzie wszystkie urządzenia telefoniczne były, taki żar był, że cyna z urządzeń na nas kapała. (...) Cały gmach płonął i my w tych warunkach w efekcie dostaliśmy się na górę. Z początku bieg był szybki, potem w miarę podchodzenia wyżej żar, nawet cyna kapiąca, mnie nawet trochę poparzyła. Dostaliśmy się na szczyt gmachu i tam do urządzenia wentylacyjnego przymocowałem w pozycji pionowej flagę. Był akurat zefirek piękny, który rozwijał flagę i to wyglądało bardzo budująco, dając nam wielką satysfakcję. Okrzyki triumfu, radości rozległy się oczywiście w okolicy, że to miejsce, z którego tylu zginęło, w rezultacie zostało zdobyte" - opowiadał.
Nie ukrywał, że przed wybuchem Powstania miał wątpliwości, ale jednocześnie tłumaczył: "Tak wymagała potrzeba chwili. Przecież my tak byliśmy żądni walki, przecież tyle się do niej przygotowywaliśmy, aby te wszystkie strony mordów, rozstrzeliwań publicznych, wysyłania do obozów, w jakiś sposób pomścić. Rwaliśmy się przecież do tej walki".
Po kapitulacji powstania był więźniem kilku obozów jenieckich.
Do Polski wrócił w 1948 r., choć planował zostać na emigracji. "Gdybym wiedział (jaka jest sytuacja w Polsce), to na pewno bym podjął inne decyzje. Tylko na prośbę mamy przyjechałem". Podjął studia na Uniwersytecie Toruńskim na wydziale chemii, które ukończył w 1952 r. Do emerytury pracował w zakładach chemicznych.
Był współzałożycielem Związku Powstańców Warszawskich i członkiem prezydium ZG ZPW, a także współzałożycielem i członkiem Zarządu Klubu Kawalerów Orderu Wojennego Virtuti Militari.
"Wszystko kwestią przypadku. Zresztą miałem potem kilka przypadków - też jeszcze w czasie Powstania - że żyję. To wszystko kwestia przypadku" - mówił.(PAP)