Barack Obama urodził się w Kenii, a nie na Hawajach i w związku z tym nie może sprawować urzędu - twierdzi Orly Taitz, amerykańska prawniczka, która utrzymuje, że odnalazła kopię aktu urodzenia przywódcy USA. Jeśli dokument okaże się prawdziwy, Waszyngton będzie miał problem. Konstytucja USA mówi jasno: prezydent musi urodzić się na amerykańskiej ziemi.

Problem miejsca urodzenia Baracka Obamy pojawiał się wiele razy od początku kampanii prezydenckiej, jednak wyciągali go głównie najbardziej radykalni przeciwnicy czarnoskórego polityka. Poważni przedstawiciele obu głównych partii - Demokratycznej i Republikańskiej - uznali doniesienia o "nieamerykańskim" pochodzeniu Obamy za "teorie spiskową".

Jednak teraz adwokat Orly Taitz, wsławiona wieloma już wnioskami sądowymi, w których domagała się zbadania, czy Obama spełnił konstytucyjny wymóg urodzenia na amerykańskiej ziemi, twierdzi, że odnalazła kopię aktu urodzenia prezydenta USA. Wynika z niego, że Barack Hussein Obama przyszedł na świat 4 sierpnia 1961 r. w... Coast General Hospital w Mombasie w Kenii. To inaczej, niż twierdzi sam zainteresowany. Obama utrzymuje, że urodził się na Hawajach i w związku z tym ma prawo piastować prezydencki urząd.

Sprawa aktu urodzenia jest ważna z punktu widzenia amerykańskiej konstytucji, która precyzuje, że prezydentem USA może być jedynie osoba, która urodziła się na amerykańskiej ziemi. Gdyby dokumenty odnalezione przez panią Taitz okazały się prawdziwe, Barack Obama miałby poważny problem. Jednak kilka dni temu szefowa Departamentu Zdrowia na Hawajach Chiyome Fukino powiedziała, że ponownie sprawdziła akt urodzenia prezydenta - i jest on autentyczny.

Czytaj więcj na dziennik.pl.