Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która w tym postępowaniu formalnie reprezentuje stronę rosyjską, może się jeszcze odwołać do sądu wyższej instancji. W poniedziałek przed sądem polska prokurator wnosiła o wydanie Czeczena Rosji.
Sąd Okręgowy w Warszawie, po kilkumiesięcznym badaniu sprawy, uznał, że Boris A. to nie Alikhan M. - jak twierdziła strona rosyjska. W ustnym uzasadnieniu decyzji sędzia Beata Najjar powołała się na fakt, że polski biegły z dziedziny pisma porównawczego jednoznacznie stwierdził, iż podpis na ściągniętym z Rosji wniosku o paszport Alikhana M. nie został wykonany ręką Borisa A. Na wniosku było wprawdzie zdjęcie Borisa A., ale nie było opatrzone pieczęcią - obrona podkreślała, że nie wiadomo, kiedy je tam wklejono.
Sędzia ponadto oświadczyła, że materiały przesłane przez Rosję "nie zasługują na miano materiału dowodowego". "Mamy do czynienia z szeregiem notatek służbowych, które nie mogą być potraktowane jako dowody" - dodała. Podkreśliła, że polski sąd nie dostał np. żadnego protokołu przesłuchania - a to właśnie jest materiał dowodowy.
Sąd zwolnił Czeczena z aresztu, w którym przebywał od zatrzymania przez stołeczną policję w październiku 2008 r. "Gdyby mnie wydano, byłbym tam zamordowany" - powiedział dziennikarzowi PAP Czeczen. Dowieziony z aresztu, ubrany był w czerwony kombinezon więźnia "szczególnie niebezpiecznego".
"Nie ma podstaw by sądzić, że osoba, której wydania żąda strona rosyjska, nie jest tą samą, która stoi przed sadem"
Przed sądem Czeczen powiedział, że nazywa się Boris A. i nie rozumie, czego może dotyczyć cała sprawa. "Niczego nie wiem o zarzutach strony rosyjskiej i żaden z nich mnie nie dotyczy"- oświadczył.
Prokurator poparła przed sądem wniosek Rosji o wydanie jej Czeczena przez Polskę. "Nie ma podstaw by sądzić, że osoba, której wydania żąda strona rosyjska, nie jest tą samą, która stoi przed sadem" - oświadczyła prokurator.
"Nie ma żadnych podstaw faktycznych do wydania" - przekonywał sąd obrońca Borisa A,. mec. Ryszard Berus. Podkreślił, że to bojownik o niepodległość Czeczenii. Dodał, że zamach był w maju 2002 r., a w tej sprawie przez pięć i pół roku strona rosyjska nie robiła niczego. "Dopiero potem zaczęła się wielka gra, obawiam się, że z powodów politycznych" - dodał. Mówił, że wicemer Moskwy zbierał kryminalistów z rosyjskich więzień i wysyłał ich do Czeczenii, by tam mordowali. Także sam A. prosił sąd, by go nie wydawać Rosji.
"Sprawiedliwości stało się zadość; chyba nie powinno być odwołania polskiej prokuratury w takiej sprawie"
"Sprawiedliwości stało się zadość; chyba nie powinno być odwołania polskiej prokuratury w takiej sprawie" - powiedział PAP mec. Berus.
W czerwcu 2002 r. w Moskwie ostrzelano samochód, którym jechał Josif Ordżonikidze, odpowiedzialny m.in. za miejskie hotele i kasyna. Zginął jego kierowca, a ochroniarz został ciężko ranny; wicemerowi nic się nie stało. Od marca 2003 r. Alikhan M. był poszukiwany międzynarodowym listem gończym przez Rosję. Zarzucono mu m.in. usiłowanie zabójstwa, nielegalne posiadanie broni i działanie w grupie przestępczej.
W październiku 2008 r. stołeczny sąd aresztował przebywającego w Polsce od kilku lat Czeczena. Sąd uznał wtedy, że posługiwał się on w Polsce podrobionymi dokumentami. Zarazem sąd wystąpił do Rosji o nadesłanie dodatkowych dowodów jego tożsamości.
Boris A. walczył pod komendą Zakajewa, był w czasie wojny torturowany
"Polska nie powinna go wydawać Rosji; nie wyszedłby z tego żywy" - mówiła wcześniej Anna Kuehn, szefowa stowarzyszenia "Komitet Polska-Czeczenia". "On był czeczeńskim bojownikiem, co dla Rosji wystarcza, by uznać go za przestępcę; Rosjanie robią terrorystę z każdego Czeczena" - dodała. Powołała się na przykład mieszkającego w Londynie Ahmeda Zakajewa - b. szefa MSZ w separatystycznym rządzie prezydenta Czeczenii Asłana Maschadowa - którego ekstradycji żąda Moskwa, oskarżając o terroryzm.
Boris A. walczył pod komendą Zakajewa, był w czasie wojny torturowany. Pochodzi z rodziny, która straciła wielu członków podczas wojny w Czeczenii. Przebywa w Polsce od 2004 r.; ma kartę pobytu. Złożył wniosek o przyznanie azylu politycznego - procedura trwa. Był w Polsce karany za udział w bójce z użyciem niebezpiecznego przedmiotu.
Zgodnie z prawem, wydanie zatrzymanego obcemu państwu jest niedopuszczalne, jeśli m.in.: korzysta on w Polsce z prawa azylu, zachodzi "uzasadniona obawa, że w państwie żądającym wydania, wobec osoby wydanej może zostać orzeczona lub wykonana kara śmierci", lub że może tam dojść do "naruszenia wolności i praw osoby wydanej".