"Jeżeli administracja szybko nie pokaże, że piraci i państwa bandyckie zapłacą wysoką cenę za branie jako zakładników obywateli USA, podobny dramat (jak ze statkiem "Maersk Alabama" - PAP) może się wkrótce powtórzyć" - pisze konserwatywny dziennik w artykule redakcyjnym.
Zaleca następnie zbombardowanie somalijskiego miasta i sugeruje nawet, że należałoby uznać piratów za "enemy combatants" - bojowników armii wroga - podobnie jak administracja poprzedniego prezydenta Busha traktowała terrorystów schwytanych w Afganistanie.
"Nie bronimy ukrzyżowania stosowanego wobec piratów w Rzymie starożytnym, chociaż administracja mogłaby zbombardować miasto Eyl w Somalii, stanowiące gniazdo piratów. Prawo USA jasno stwierdza, że piraci atakujący amerykański statek zasługują na karę co najmniej 10 lat więzienia. Potraktowanie schwytanych piratów jako enemy combatants, nie podlegających ochronie konwencji genewskich, pomogłoby w wypadkach, gdy piraci atakują statki pod obcą banderą i prawo międzynarodowe w tych sytuacjach jest dwuznaczne" - pisze "WSJ".
Według nowojorskiego dziennika, porwanie amerykańskiego statku, podobnie jak co najmniej 50 innych w ostatnich miesiącach, przez somalijskich piratów, jest wynikiem anarchii w Somalii, będącej "państwem zbankrutowanym".
Ich bezkarność - pisze "WSJ" - wiąże się też "z restrykcyjnymi lub niejasnymi regułami postępowania na morzach, wynikającymi z Konwencji Prawa Morza (Law of the Sea Treaty), które stwarzają dalsze trudności dla okrętów próbujących zapobiegać piractwu. Państwa zachodnie są poza tym ostrożne z sądzeniem schwytanych piratów przed swoimi sądami, wysyłając ich zamiast tego pod jurysdykcję sądów w Kenii" - czytamy.
USA nie podpisały międzynarodowej Konwencji Prawa Morza.